Do kompletu

Tak coś czułem, że dzisiejsza wyprawa łowiecka się uda – i się udała! Moja kolekcja „wołominaliów” wzbogaciła się o skromniejszą wersję jubileuszowego gadżetu KKS Huragan z 1973 roku. Większy egzemplarz dostałem cztery lata temu w prezencie, ale za ten mniejszy przyszło mi już zapłacić. Nie wahałem się!

„Takie to miłe”

…śpiewa w mojej głowie Kortez. Bo to przecież miłe, kiedy ktoś pamięta o twoich dziwactwach – a Natalia pamiętała, dzięki czemu moja skromna kolekcja sportowych pamiątek powiększyła się o ciekawy eksponat: dwustronną koszulkę klubową Casper College Thunderbirds z autografami „cichego zabójcy”. Przed wychowanką Huraganu nowe wyzwania – w nadchodzącym sezonie zagra w barwach University of South Carolina Upstate Spartans, więc wciąż trzymam kciuki za jej sukcesy. Czytaj dalej „„Takie to miłe”” →

Deska

Ja wiem – to dziwactwo jest… Zbieractwo wołomińskich pamiątek z lat 70. jest już nieco niepokojące, a co tu dopiero mówić o całkiem współczesnych fantach? To już zaczyna trącić jakimś niegroźnym fetyszyzmem, ale… komuś to przeszkadza? Mnie się gęba śmieje codziennie, bo lekko poobłupywana od walenia w parkiet trenerska deska Kaytka z kilkoma autografami dziewczyn z huraganowego „złotego składu” stoi koło mojego biurka i przypomina najważniejszy mecz w historii UKS Huragan Wołomin. A przy okazji daje do myślenia i wciąż mnie motywuje… Złoty medal Mistrzostw Polski to długa droga do przejścia: masa wwyrzeczeń, lata treningów, dziesiątki kontuzji, zniechęcenie i znużenie – ale dały radę!

#11

Zbieram wołomińskie różności – najczęściej mają już swoje lata… Pocztówki, proporczyki, wycinki prasowe, medale i najróżniejsze inne drobiazgi, które na własny użytek nazywam „wołominaliami” upycham skrzętnie po szufladach, bo to dość dziwne hobby i nie lubię się z tego tłumaczyć. Od pewnego czasu staram się też zabezpieczać niektóre współczesne przedmioty związane z miastem, jak choćby koszulki pamiątkowe z imprez sportowych, ale perełki takie jak ta to dla mnie szczególne przedmioty. Czytaj dalej „#11” →

Zdrowie Elki!

Święta za pasem, ludzkość nerwowo krząta się po galeriach handlowych w poszukiwaniu prezentów, które i tak prawdopodobnie okażą się niezbyt trafione – zwłaszcza w przypadku dalszej rodziny i przyjaciół. W takich chwilach cieszę się, że niektóre z bliskich mi osób mają dość nietypowe pasje… Wystarczy nieco poszperać, żeby znaleźć jakiś staroć, do którego zaświecą im się oczy – tak, jak w przypadku tego okolicznościowego szkiełka upamiętniającego koronację Elżbiety II. Początek lat 50., stan świetny, choć opakowanie mocno przytyrane. Nawet certyfikat oryginalności się zachował! Czytaj dalej „Zdrowie Elki!” →

Rówieśnik

Żaden wielki zabytek, w dodatku niezbyt urodziwy, ale sprawił mi masę radości. Mój rówieśnik – powstał w 1973 roku w nakładzie bliżej mi nieznanym, ale dość ograniczonym. Identyczne wręczono działaczom sportowym z okazji pięćdziesięciolecia „Huraganu”, wówczas zrzeszonego w federacji „Kolejarz”, co nieznany rzemieślnik zaznaczył niewielkimi logotypami z literą „K” na obrzeżach.  Czytaj dalej „Rówieśnik” →

Świeżynka

Jakoś łatwiej było zdobyć starsze rocznicowe znaczki „Huraganu”, niż te najświeższe. Tego z 90. rocznicy nie liczę, bo to prawie wczorajsza sytuacja, ale o istnieniu tego dziesięć lat starszego nawet nie wiedziałem, bo nie widziałem go wcześniej ani na żywo, ani na aukcjach.  Czytaj dalej „Świeżynka” →

Pudło!

Urodą ten medal wprawdzie nie grzeszy, ale ma już te swoje trzydzieści lat i jest wyjątkowy. Powstał dzięki staraniom Towarzystwa Przyjaciół Wołomina i miał upamiętnić setną rocznicę urodzin patronki „Domu nad Łąkami”, ale… chyba coś się komuś lekko pomyliło, bo Zofia urodziła się w roku 1884. Czytaj dalej „Pudło!” →

Muszę kupić złote ramy!

Co jakiś czas w gronie zawodniczek i trenerów koszykówki marudzę, że dziewczyny nie mają koszulek z nazwiskami. Mógłbym wtedy czasem zaspokoić swoją kolekcjonersko-wołomińską pasję i wzbogacić zbiory o taki gadżecik z autografem jakiejś gwiazdy, a tak… Stroje meczowe przechodzą z rocznika na rocznik, aż stają się całkiem demodé. Kaytek chyba wreszcie usłyszał te moje jęki i dostałem prezent, o którym nie śmiałem nawet pomarzyć. Czytaj dalej „Muszę kupić złote ramy!” →

Ślady świetności

Ileż to razy biadoliłem, gdy jakieś pamiątki przeszłości lądowały na śmietniku, w piecu albo w fundamentach wykopanych pod nowy garaż? Kilka, kilkanaście? Może kilkadziesiąt? Najpierw były tak cenne, że nie mogłem ich sfotografować czy zeskanować, po roku czy dwóch – nie było po nich śladu. Tym razem, na szczęście, było inaczej. Czytaj dalej „Ślady świetności” →

Do dna!

Nie pamiętam już smaku takich rarytasów z podstawówki… Jeśli etykiety nie kłamią, to na dzisiejszym rynku napoje tego typu długo by się nie utrzymały: cukru tyle, co kot napłakał, brak „witamin z grupy E”, design mocno hipsterski, termin przydatności żałośnie krótki. Może dlatego Wołomin miał kilku producentów takich boskich nektarów? Ciekawe są też nazwiska przedsiębiorców – znane w mieście do dziś. Czytaj dalej „Do dna!” →

Stwórz witrynę internetową lub bloga na WordPress.com Autor motywu: Anders Noren.

Do góry ↑