– Zaczęło się! Będzie ciężko, ale damy radę! Trzymajmy się razem, to jakoś przetrwamy, panie Mareczku… Jaki koniec świata, co pan gadasz – to za tydzień dopiero! Na razie to trzeba przetrwać jakoś te wszystkie wymuszone uśmiechy, te zakładowe Wigilie, te wszystkie rymowane życzenia przysyłane esemesami z numerów, których nie masz pan w książce. To trudny czas, panie Mareczku. Czas obłudy! Czytaj dalej „Okiem Mariana – spojrzenie czterdzieste szóste”
Okiem Mariana – spojrzenie czterdzieste piąte
– Przyhamuj pan, panie Mareczku, z tymi swoimi bombkowymi pomysłami, bo to się źle skończyć może. Ktoś usłyszy, coś niechcąco przekręci, doniesie gdzie trzeba i przyjdą pana pojmać bladym świtem. Zaraz ktoś ideologię dorobi i się okaże, że chciałeś pan zaparkować między miejskim magistratem a starostwem taksówką wypełnioną niebezpiecznymi materiałami – i weź się pan potem tłumacz, że chciałeś pan parę groszy przed świętami dorobić i że to były bombki, a nie bomby. Czytaj dalej „Okiem Mariana – spojrzenie czterdzieste piąte”
Okiem Mariana – spojrzenie czterdzieste czwarte
– Jak ktoś ma pecha, panie Mareczku, to mu w drewnianym kościele cegła na łeb spadnie… Ja tam nigdy szczęścia nie miałem w kartach, a w miłości to sam pan wiesz, tłumaczyć nie trzeba. Od szczeniaka już mnie ten pech prześladował, toteż i przyzwyczajony jestem i się nie żołądkuję z byle powodu. Czytaj dalej „Okiem Mariana – spojrzenie czterdzieste czwarte”
Okiem Mariana spojrzenie czterdzieste trzecie
– No co się pan tak wytrzeszczasz, panie Mareczku? Kebabem się pan zadławiłeś, czy co? Aaaaa, że dresik mam nowy… Nie dziwota – idzie zima, trzeba zadbać o ciepłotę ciała. Przyciąłem parę groszy na parkingu pod cmentarzem w święto, to i zainwestowałem w przyszłość… Akurat dostawa była w lumpeksie. Co, zły? Młodzież teraz w takich śmiga po dzielnicy! No fakt – młodzieżą to ja już dawno nie byłem, ale ciuch mało styrany, ciepły, z gumeczką – to kupiłem… Że za krótki na mnie? Ale za to za szeroki, więc się wyrównuje! Co się pan dziwisz? W Strachówce też tak drogę zbudowali: za szeroka nieco była, więc im materiału nie wydoliło i za krótka im wyszła! Tylko że oni zaczęli zwężać i same nieszczęścia z tego wynikają, więc ja wolę chodzić w takim za szerokim i za krótkim, ale ciepłym. Tramwaju się pan czep, albo swojej baby – ja pańskiego kaszkietu z darów dla powodzian nie komentuję… Czytaj dalej „Okiem Mariana spojrzenie czterdzieste trzecie”
Okiem Mariana – spojrzenie czterdzieste drugie
– Pan to tych tabloidów to już lepiej nie czytaj, panie Mareczku – a w każdym razie nie tak publicznie. Bo co? Bo wstyd! Toż w kulturalnej stolicy powiatu mieszkamy, a to zobowiązuje. Pan, przy stacji czatując na przyjezdnych, zwłaszcza powinieneś przykład dawać. Kup se pan coś bez obrazków przynajmniej, bo stracimy renomę! Czytaj dalej „Okiem Mariana – spojrzenie czterdzieste drugie”
Okiem Mariana – spojrzenie czterdzieste pierwsze
– Zamknąłeś pan dach, panie Mareczku? Się pan tak nie fochaj, z troski pytam – gablotę masz pan jak ta lala, szkoda by było na akwarium przerobić… Na burzę się ewidentnie zbiera, więc gospodynie okna zamykają, pranie ściągają ze sznurków – normalna rzecz, wydawałoby się. Widać w PZPN nie dobry gospodarz, tylko gospodyni potrzebna jest, żeby o sprawach przyziemnych myśleć i pamiętać. Nie rób więc pan takiej miny obrażonej, tylko zatrzaśnij szyberdach w taksóweczce, bierz kanapki i termos i chodź pan na ławeczkę. Pogadamy… Czytaj dalej „Okiem Mariana – spojrzenie czterdzieste pierwsze”
Okiem Mariana – spojrzenie czterdzieste
– No to się zaczęło, panie Mareczku! A tak właściwie to się skończyło… Sam nie wiem – cieszyć się czy płakać? Moja Hela w dwudziesty pierwszy wiek się przeniosła, internetu na własne oczy doświadczając – i to początek końca był. Jak przyszła z rumieńcami do domu i zaczęła o tych komputerowych cudach opowiadać, to pomyślałem, że po prostu obejrzała zaległy odcinek swojego serialu ukochanego, co to go ostatnio przegapiła, jak ze starą Kacperczakową narzekały na schodach na swój garbaty los. Ale jest gorzej. Znacznie gorzej… Czytaj dalej „Okiem Mariana – spojrzenie czterdzieste”
Okiem Mariana – spojrzenie czternaste
– No i o co te płacze? Słyszałeś pan coś, panie Mareczku, ze derektorów we Wołominie pozwalniali? To chyba do przewidzenia było – od wyborów już strach blady padł na różnych kierowników, że odnowa w szeregach nadejdzie. No i nadejszła… Dziadunio mój, nieboszczyk, wspominał jedną złotą myśl z Ameryki: niejaki Ford, ten od samochodów, jakieś sto lat temu zażartował sobie, że możesz pan mieć jego furę w każdym kolorze – pod warunkiem, że to będzie kolor czarny. Twardy suchar, jak to młodzież mówi teraz. Żarcik znaczy się słaby jest, ale się sprawdza dziś na naszym gruncie – każdy może być dyrektorem, pod warunkiem, że należy do… sam pan wiesz i rozumiesz. Może więc warto się zaPiSać? Ciekawe, czy jak konkurs ogłoszą na te stołki to wyraźnie to zaznaczą, czy tylko zasugerują? Czytaj dalej „Okiem Mariana – spojrzenie czternaste”
Okiem Mariana – Spojrzenie czwarte
Narzekają, panie Mareczku, na władzę – a źle czynią! Toż to w ramach walki z bezrobociem zatrudnienie w magistracie wzrasta, żeby statystyki poprawić. A że urzędnicy z Warszawy pozatrudniani? Ja tam się nie dziwię… Czytaj dalej „Okiem Mariana – Spojrzenie czwarte”

Najnowsze komentarze