Zborowski, Peszek i Child

Całą zimę śniłem o jeździe rowerem, ale w ciągu ostatnich dni wsiadłem na niego może ze dwa razy i to raczej z czasowego przymusu niż z potrzeby przyjemności. Wszystko dlatego, że jestem stuprocentowym facetem. Przynajmniej w jednym aspekcie męskości – na pewno.

Nie mam prawa jazdy i nie znam się na samochodach, choć potrafię wytłumaczyć jak działa skrzynia biegów i czemu służy. Nie interesuję się piłką nożną – ale wiem dobrze, kiedy  jest spalony. Nie łowię ryb. Mam dwie lewe ręce do spraw technicznych. Jedyny przejaw mojej męskości (poza szczeciną na ryju) to jednozadaniowość. No wiecie… kiedy oglądam film albo czytam książkę to nie słyszę, co się do mnie mówi. To znaczy słyszę, ale nic nie rozumiem, nie rejestruję. Kiedy słucham audiobooka, to wbijam rowerem na czerwonym na skrzyżowanie. Serio. Na szczęście pamiętam o pedałowaniu.

Po Wołaniu kukułki w wykonaniu Macieja Stuhra miałem kłopot – przesłuchałem próbki kilkunastu książek, na które miałem ochotę i… postanowiłem je jednak przeczytać. Dykcja i barwa głosu różnych panów były wprawdzie bez zarzutu, ale miałem wrażenie, że czytają te teksty jak telewizyjni spikerzy – wzrokiem są już pięć linijek dalej ale nie wiedzą, co będzie na następnej stronie. Skutek jest opłakany – stawiają akcenty w zdaniu w zupełnie pozbawionych sensu miejscach, co raczej nie ułatwia zrozumienia treści. Pierwszym, który pozytywnie wyróżnił się na tym tle był Wiktor Zborowski czytający Jednym strzałem. Autor kryminałku, niejaki Lee Child, był mi dotąd zupełnie nieznany. A szkoda!

Wprawdzie Zborowski wydawał się rozumieć prezentowaną treść, ale tempo jego narracji wskazywało, że płacą mu dniówkę. Woooolnooo… Za wolno. Bohater historii, Jack Reacher, to były wojskowy żandarm, chłop wielki, silny, sprytny i inteligentny, choć małomówny i dość nieufny. Nie ma domu, rodziny, samochodu, telefonu – ale ma łeb na karku. Postać wyrazista i charakterystyczna, fabuła złożona i przemyślana – kilkanaście godzin spędzonych z Reacherem skłoniło mnie do sięgnięcia po kolejne dzieło Childa. Niespodzianka! Jutro możesz zniknąć czyta Jan Peszek! Znakomicie!

Całość nabrała tempa, charakteru oraz humoru, przez co nieraz parskałem śmiechem w kolejce do kasy, w wannie lub (co mogło się dla mnie źle skończyć) na meczu piłki nożnej. Jedyny problem to dość dziwny zabieg autora: Jednym strzałem to opowieść w trzeciej osobie, Jutro możesz zniknąć – w pierwszej. Przysłużyło się to powieści, ale głos Peszka jest dla mnie nierozerwalnie związany z jego postacią, a Reacher ma prawie dwa metry wzrostu i waży jakieś 120 kilogramów. Z drugiej strony – Peszek jest i tak wiarygodniejszy od tego gościa:

W przerwach pochłaniam Szczepana Twardocha, ale to już zupełnie inna historia…

2 myśli na temat “Zborowski, Peszek i Child

Dodaj własny

Dodaj komentarz logując się przez FB lub Twetter

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.

Create a website or blog at WordPress.com Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑