Mogło mnie tam nie być – wydarzenia organizowane przez klub, który kojarzyłem raczej z tańcem na rurce i fitnessem umykają raczej mojej uwadze. Na szczęście Kuba szarpnął się na obszerne SMS-y do znajomych, więc poszedłem – mam blisko, jakieś 300 metrów. LAS pod lasem, na Wołomińskiej.Widziałem te wnętrza kilka miesięcy temu jako jeszcze całkiem surowe, niewykończone przestrzenie. Nie bardzo wierzyłem, że jesienią będą się tam odbywały zajęcia ruchowe, o spektaklach, koncertach czy warsztatach nawet nie słyszałem. Life Art Studio okazało się przestrzenią już w sporej części wykończoną, przemyślaną i przyjazną, choć… spektakl teatralny w sali pełnej luster, zupełnie do tego celu nie przewidzianej, z użyciem mocno improwizowanej scenografii i dość wysłużonego sprzętu wydawał się przedsięwzięciem ryzykownym.
Co wcale nie oznacza, że niewykonalnym:
Mam nadzieję, że adaptacje i remonty zakończą się szybko – mam ochotę na jakiś jazzik w kameralnym wnętrzu… Trzymam kciuki za LAS.
