Niebo błękitne, słońce naparza, mam ochotę na krótki galop po lesie. A może na odkurzenie roweru? A może… aparatu? Już nie pamiętam, skąd ta sprytna Yashica wzięła się na mojej półce z zabytkami – prawdopodobnie trafiłem ją za grosze na fotogiełdzie w Stodole kilkanaście lat temu i od tamtej pory stoi nieużywana – wymaga nietypowej baterii…

Futerał ma niemiłosiernie zniszczony, ale sam aparat wygląda na praktycznie nieużywany. Szkiełko jasne, ogniskowa portretowa, „na sucho” wszystko wydaje się działać, choć ten model zaczęto produkować w 1973 roku. Może więc zainwestuję w „kombinowaną” bateryjkę i rolkę filmu? Na kolejnym analogowym spacerku mógłbym się wtopić w tłum…