Jakiś mail, SMS, telefon – znajomi pytają się, czy to ja. Bo coś im nie pasuje, bo przecież Marian miał zniknąć. I że co się stało? Nie wiem, jak mam to rozumieć… Martwią się, że jestem na skraju nędzy i musiałem wrócić do pisania na łamach lokalnej prasy? Czy może obawiają się o moje zdrowie psychiczne – zawsze przecież mówiłem, że Marian tkwi gdzieś we mnie, w środku… Może więc znów wyłazi na wierzch?
Spieszę z informacją, iż nie mam nic wspólnego z powrotem Mariana na łamy Życia Powiatu. Najwyraźniej redakcja postanowiła go wskrzesić z jakichś sobie tylko wiadomych powodów i wykorzystać do komentowania wołomińskiej codzienności na styku samorządu i życia – bo przecież po to został stworzony. Troszkę boli, że nie wykorzystali samej konwencji, a konkretną postać, ale przecież po sądach się z nimi ciągał nie będę. Szczerze mówiąc – najlepiej chyba byłoby wprowadzić na łamy „Mariana w spódnicy”, czyli jakąś Mariannę.
W kręgach magistrackich chyba jest taki trend…

Dodaj komentarz logując się przez FB lub Twetter