Internety narzekają nieco na nowy tytuł Dukaja: że nie taki odkrywczy, jak miał być, że się więcej spodziewali po jakimś tam filmiku w internecie, że ciężko się czyta, jeśli ktoś nie jest cybergeekiem. Nie wiem, nie znam się, zarobiony jestem… Wyszedł nowy Dukaj, to kupiłem i przeczytałem.
Wprawdzie trudno go dołączyć do reszty kolekcji na półce, bo nie ma wersji papierowej, ale czyta się bardzo przyzwoicie – nie odczułem wielkich utrudnień. Nie korzystałem z linków w tekście zbyt często, bo… wyjaśnienia autora nie zmieniały wiele w odbiorze tej historii. Ilustracje może i są fajne w kolorze, ale na Kindlu nie robiły wielkiego wrażenia. Modele dla drukarek 3D to tylko taka ciekawostka. Imię głównego bohatera dość pretensjonalne, nie rozumiem tego zabiegu. Ale sama historia jest naprawdę smakowita!
Apokalipsa przychodzi nagle i nie pozostawia czasu na przygotowania. Ziemia zostaje wysterylizowana z wszelkiego życia w ciągu jednej doby – nie przeżywa nikt. Dosłownie. Planeta pozostaje martwa, choć cały kulturalny i techniczny dorobek ludzkości pozostaje nienaruszony. Kilkuset czy kilka tysięcy gości w przypływie desperacji w ostatniej chwili digitalizuje swoje osobowości dzięki dziwnemu ustrojstwu stworzonemu dla graczy w celu tworzenia lepszych sieciowych avatarów do gier i VR. Robią kilka backupów na wszelki wypadek…
W postapokaliptycznym świecie wciąż działają zautomatyzowane elektrownie atomowe, internet, kamery monitoringu miejskiego, elektroniczne zabawki. Nie ma w nim ludzi, zwierząt, owadów, bakterii, roślin. Odtworzone z kopii bezpieczeństwa osobowości opanowują wszelkie maszyny: japońskie sex-zabawki, automaty przemysłowe, sprzęty wojskowe. Patrzą na świat przez soczewki kamer, masakrują go lub naprawiają chwytakami i manipulatorami. Przenoszą się między stalowymi ciałami wedle potrzeb. Od razu powstają zwalczające się ugrupowania i frakcje, mające różne pomysły na przyszłość Ziemi. Ech, ci ludzie…
No właśnie – czy przeskakujące po drutach z mecha na mecha osobowości to wciąż ludzie? Ich… dusze? W końcu są (teoretycznie) nieśmiertelne, a w każdym razie odtwarzalne z backupów. „Pamiętają” świat sprzed zagłady, mają bagaż wspomnień, doświadczają emocji, mają poglądy i gusty, ale ich świat zatrzymał się: nie mogą się rozmnażać, nie wymyślają niczego nowego. Udaje im się laboratoryjnie odtworzyć życie z banków DNA, na planecie pojawiają się pierwsze bakterie, rośliny, zwierzęta – jednak różniące się od swoich pierwowzorów. Wkrótce pojawiają się też laboratoryjni „nowi ludzie”, ale… czy można dzięki temu mówić o ludzkości? Wychowują ich maszyny przy użyciu filmów i komiksów sprzed armagedonu, jednak bez żywych, dorosłych, ludzkich wzorców. Nie są może zwierzętami – ale czy są ludźmi?
Lektura się skończyła, ale wciąż o niej myślę… to nie pomaga w skupieniu się na O fotografii Susan Sontag. Wciąż muszę grzebać w Sieci w poszukiwaniu klasyków, o których pisze!

Dodaj komentarz logując się przez FB lub Twetter