Nie mam o czym dziś pisać. To znaczy – nie całkiem jest tak, że nie mam, ale nie mam wyboru, bo cały dzień spędziłem na hali OSiR-u. Nic złego by w tym nie było gdyby nie to, że musiałem dokumentować zupełnie niezrozumiałą porażkę kadetek z Nową Wsią, przegraną seniorek z Łodzią i seniorów z Olsztynem. 

Najbardziej bolały kadetki… Ruszały się jak muchy w smole, grały zupełnie bez polotu, kosz wciąż „wypluwał” im piłki – nie tak miało być! Seniorkom łaskawie wybaczam, bo wypruwały sobie żyły, ale dawno nie grały w takiej konfiguracji i stare sztuczki czasem nie wychodziły. No dobra, nie będę ściemniał – w wypadku kilku z nich pogodziłem się już z faktem, że nie zobaczę ich już na parkiecie, a tu niespodzianka! Tym większa, że jedna grała w drużynie Łodzi…

O siatkarzach nie chce mi się nawet pisać – nie zaliczyli jeszcze żadnego zwycięstwa, zamykają tabelę i grają trochę tak, jakby właśnie przed chwilą poznali się w szatni. To pewnie dobrzy zawodnicy, ale potrzebują czasu…