Szkieł nabrałem cały plecak – miałem nadzieję na dobre zdjęcia „czopków” na scenie. Nie było sceny. Nie było światła. Nie było miejsca…

Barock okazał się warszawskim odpowiednikiem Taakiej Ryby. No dobra – wystrój może nieco skromniejszy, ale równie… yyyy… „kameralny” lokal. Usiadłem w jednym miejscu i właściwie nie miałem szans zmienić lokalizacji, gitarzyści dłubali mi gryfami w oczodole, co chwilę ktoś się między nami przeciskał do drugiej części lokalu – do baru.

Więc tak ogólnie i krótko – fajny wieczór, dobry koncert, zdjęć nie ma. Dobranoc.