Podobało mi się Timeshifters, więc nie mogłem odpuścić kieszonkowej wersji tej zielonkowskiej formacji. Lokalik tak mały, że grali właściwie do ściany, a nie do kotleta i początkowo byli nieco spięci. Po dwóch numerach wyluzowali i zrobiło się naprawdę miło… Będę się musiał wybrać na próbę pełnego składu. Taki mam plan.