Znów InPost dostarczył mi emocji… Nie, nie zgubili mi paczki – po prostu znów w ramach premii za błyskawicznie odebraną przesyłkę dostałem audiobooka, i to nie byle jakiego! Na półce to jest dobrych kilka centymetrów, ponad sześćset stron gęstego, znakomitego tekstu, w wersji do słuchania – ponad 38 godzin w wybornym towarzystwie Adama Ferency. Troszkę to trwało, zanim zakończyłem tę fascynującą podróż do Warszawy lat pięćdziesiątych…

Chyba dość często piszę, że któraś z moich lektur powinna być zekranizowana, ale nie jest to zazwyczaj komplement… Wydawało mi się, że w tym wypadku będzie, ale przypomniał mi się Wiedźmin i zmieniłem zdanie. Nie da się zekranizować tak znakomitej prozy stworzonej przy użyciu bogatego i barwnego języka, którym Tyrmand potrafi fascynująco opisać sprawy tak przyziemne, jak tłok w tramwaju, powojenne ruiny kamienic, plac PeeReLowskiej budowy czy piątkowa, „bezalkoholowa” potańcówka. To przedsięwzięcie z góry skazane na porażkę, malowniczą i spektakularną katastrofę. Bez tego języka to będzie tylko zawiła intryga kryminalna, która w pełnometrażowym wydaniu spłyci tę historię, w formie serialu – może zanudzić. Co innego komiks!

najgorszy rysownik świata: http://robertadler.blogspot.com/2010/03/zy.html

O tak… To mógłby być prawdziwy przebój, hit dekady, nowa ikona popkultury! Przecież ten liczący ponad sześćdziesiąt lat kryminał jest napisany językiem komiksu, z komiksową dynamiką, komiksowymi przerysowaniami postaci! Czy Tyrmanda zainspirowały obrazkowe historylki? Nie mam pojęcia, czy miał szansę się z nimi zetknąć w latach 50., nie wiem nawet, czy ówczesne komiksy były na tyle wysmakowane graficznie, by zainspirować go do takiego pisania, ale dzisiejsze na pewno potrafią je zilustrować. Wygląda nawet na to, że było kilka śmiałych prób…

Paski komiksowe adaptujące powieść „Zły” Leopolda Tyrmanda (scenariusz Michał Sokolnicki), „Gazeta Stołeczna” dodatku „Gazety Wyborczej”, Agora, 2007

Od momentu, w którym pomyślałem o komiksowych paskach w kontekście Złego znakomity głos i dykcja Adama Ferency opisywały mi już tylko czarno-białe, statyczne klatki tej historii, a wszystkie dialogi widziałem w „dymkach”…

Zachwycające jest to, że choć rzecz niemal cała dzieje się w szemranym, nie stroniącym od alkoholu towarzystwie, krew leje się wartkim strumieniem a bezmyślna brutalność stołecznych chuliganów mrozi krew w żyłach, to próżno szukać w tym tekście przekleństw czy nawet dosadniejszych słów. Wydaje się nawet, że więcej emocji przebija z opisu kiermaszu wiosennych nowalijek, niż z okropnej, z dystansem opisanej sceny z krawatami i brzytwą na potańcówce – Tyrmand relacjonuje wszelkie „baleciki”, popijawy, wendetty i „tachle” tak, że sceny te powinna odczytywać swoim cudownym, spokojnym głosem Krystyna Czubówna.

Piękna historia nawróconego złoczyńcy, który potrafił zainspirować do działania zwykłych ludzi. Poruszające losy młodego dziennikarza, który zbyt zaangażował się w temat.  Smutne i pouczające życiorysy ludzi, którzy zeszli kiedyś na złą drogę i nawet bolesna nauczka nie jest ich w stanie z niej zawrócić. Zdumiewająco złożone mechanizmy przestępczego półświatka, o który codziennie ocierają się mieszkańcy stolicy sprzed sześćdziesięciu lat. I PRL, którego w tej powieści właściwie nie widać…

Znakomita książka, świetny audiobook. Jeśli miałbym się do czegoś przyczepić, to chyba tylko do zupełnie niepotrzebnych dźwięków tła, szumu ulicy czy pełnej kawiarni w tle. Zupełnie niczego to nie wniosło.