Mam nadzieję, że to nie będą „syzyfowe prace”, a jedynie trzynasta prasa Herkulesa… Nadszedł czas, by zaprowadzić nieco porządku w pudłach z kartami do Magic: the Gathering. Nie dość, że jest ich dużo, to jeszcze są świetnie przetasowane i dopiero po godzinie żmudnego sortowania i selekcjonowania okazuje się, że wiele kart mam w kilkunastu egzemplarzach, choć przecież w talię można wkręcić najwyżej cztery.

Porządki zacząłem oczywiście od czarnych, bo ostatnio zombiaki podpasowały mi nie tylko na playstatnion, ale i w karcianych starciach. Ręce mam urobione po łokcie, ale widać koniec tej roboty na horyzoncie.

Przypominam sobie, że kilkanaście lat temu, kiedy składałem swoje pierwsze, całkiem nieporadne talie nie chciałem nawet słyszeć o graniu czarną czy niebieską talią, stawiałem raczej na zielone karty łącząc je odważnie z czerwonymi, czasem usiłowałem sklecić coś szybkiego na białych. Widać zmieniłem zdanie, bo ostatnio jakoś nie mogę się oprzeć pokusie zmontowania podstępnej, czarno-niebieskiej talii zombie…