Jak dają – trzeba brać. Jak biją – uciekać. Dawali zaproszenia na koncert w radiowej „Trójce”, więc… wzięliśmy. O ile ani the Beatles, ani Tymon Tymański jakoś nieszczególnie mnie w tym koncercie pociągali, to Natalia Przybysz i Natalia Grosiak już ogromnie. Rzekłbym nawet niemodnie, że przemożnie. Bo to znakomite wokalistki są, choć tak odmienne…

Dziewczęta wsparł wokalnie dawno nie widziany Krzysztof Zalewski, przygrywali the Transistors i wszystko znakomicie zabrzmiało. Zapomniałem, że to „ich pierwszy raz” – zwłaszcza wtedy, gdy na scenie została tylko Natalia Przybysz i akompaniujący jej na fortepianie Szymon Burnos… Długo nie zapomnę tego wykonania Blackbird. I tej dedykacji – wymagała odwagi!