Kupiłem książkę Tomasza Zalewskiego bez przekonania – nie wierzyłem, że polski autor będzie umiał przedstawić to wyjątkowe i egzotyczne miejsce w przekonywujący sposób, że dostrzeże wszelkie niuansiki, historyczne i społeczne uwarunkowania, kulturowe smaczki. Wątpiłem nawet, czy zdoła mnie zaintrygować, ale to akurat mu się udało…

Nigdy tam nie byłem i mam świadomość, że odbieram to miejsce wyłącznie przetworzone przez cudze emocje, wspomnienia i wrażenia. Przewijało się w biografiach muzyków związanych z jazzem, soulem, gospel i soul, w historiach Malcolma X i Martina Luthera Kinga, w filmach kryminalnych i obyczajowych. Z jednej strony getto Czarnych, z drugiej – oaza ich wolności – ich kawałek świata, który tracą z każdym dniem, po kawałeczku. Przybywa białych mieszkańców, których nie interesuje miejscowy „mikroklimat”. Codziennie ulicami tej dzielnicy przetaczają się rzeki turystów, dzięki którym kościoły i kluby są wciąż pełne, którzy podtrzymują ją przy życiu, dla których warto pielęgnować wspomnienia i pamiątki jej wielkiej przeszłości. Ale czy to wciąż ten sam, legendarny Harlem? Czy to przypadkiem nie amerykańska wersja naszej dobrej znajomej – Cepelii?

Zalewski niewątpliwie „odrobił lekcje” – w tekście roi się od ważnych dat, ciekawych postaci, wydarzeń mających wpływ na historię i kulturę. To na pewno dobry punkt wyjścia do poszukiwań, szperania w Sieci i w książkach, słuchania płyt, oglądania filmów. Czy jednak poczuł ten klimat? On pewnie tak, ale czytelnicy – raczej nie.

Ciekawy przypadek fatalnych skutków rewitalizacji dzielnicy. Ku przestrodze i rozwadze.