To nie jest powieść współczesna – i to się wyczuwa od pierwszych zdań. Opisuje widzianą oczyma dziecka rzeczywistość lat 30. na amerykańskim Południu, ale narratorka nie jest dzieckiem, raczej wspomina wydarzenia i ludzi, którzy ją ukształtowali: starszego, nieco oddalającego się od niej, ale kochającego brata, wychowującego ich samotnie ojca – inteligentnego i spokojnego prawnika, ich przyjaciół i sąsiadów z niewielkiej miejscowości Maycomb w stanie Alabama. Swawolny klimat dziecięcych przygód jak z Przygód Tomka Sawyera Marka Twaina, sądowe tło jak u Grishama, spokojna narracja, Wielki Kryzys, problemy rasowe… To nie mogło mi się nie spodobać!

Nie dziwi mnie, że ta powieść wydana w 1960 roku została rok później uhonorowana nagrodą Pulitzera, a w 2007 – Medalem Wolności za wkład w literaturę. W 1962 roku  ekranizacja z Gregorym Peckiem w roli Atticusa Fincha weszła na ekrany, by następnym roku zdobyć trzy Oskary i trzy Złote Globy oraz stać się dla kina tym samym, czym książkowy pierwowzór dla literatury: klasykiem. Nic w niej nie jest zbędne, za to wszystko przemyślane – choćby scenia zastrzelenia wściekłego psa czy dziecięcy narrator, który jest znakomitym pretekstem do zadawania trudnych, ale zupełnie podstawowych pytań. Pierwsze dni Skauta w szkole plastycznie pokazują przekrój społeczny miejscowej społeczności i zasady, którymi na co dzień się kieruje. Choć początkowo relacje miedzy mieszkańcami Maycomb wydają się wzorcowe, a ich tolerancyjność i wyrozumiałość wręcz rozczulają, to dość szybko pokazują swoje drugie oblicze – cały wachlarz rasowych uprzedzeń, a wraz z nimi zakłamanie, dwulicowość i zwykłą, prostą podłość.

Żałuję, że wcześniej nie poznałem Atticusa Fincha – pozwalającego dzieciom popełniać błędy wspaniałego ojca, uczynnego sąsiada, wierzącego w sprawiedliwość prawnika, który odważnie staje w obronie wyznawanych przez siebie wartości. Dobre wzory jeszcze nikomu jeszcze chyba nie zaszkodziły?

Harper Lee, autorka tej powieści, ukryła w niej kilka wątków autobiograficznych. Jednym z ciekawszych z nich jest postać Dilla Harrisa, którą wzorowała na Trumanie Capote, z którym przyjaźniła się od dziecka. Z zimną krwią zadedykował właśnie jej…

Po oszałamiającym sukcesie debiutanckiej powieści autorka właściwie milczała, w latach sześćdziesiątych opublikowała trzy szkice i dopiero w lipcu zeszłego roku wydała Idź, postaw wartownika – kontynuację Zabić drozda rozgrywającą się dwadzieścia lat później.

Już nie mogę się doczekać!

Grafika: TaraGraphic