Anna

Właśnie sobie uświadomiłem, że statystycznie nikt chyba tak często nie doprowadzał nie do łez, jak Ania. Przepraszam – Anna. „Anią” była wtedy, gdy się poznaliśmy, a więc dobrych kilkanaście lat temu: drobna dziewczynka bez śladu tremy wyszła przed setki ludzi na wielką, pustą scenę i wypełniła ją śpiewem…

Łatwo się moczę, to prawda, ale Na imię mi Oskar w wykonaniu teatru Wprost widziałem chyba kilkanaście razy i zawsze, ale to zawsze ryczałem razem z Anią w ostatniej scenie, a to chyba nienormalne. Nie wiem, jak to robiła… Domyślam się tylko, że jako Pani Róża nie ogrywała żalu po aktorsku, ale była po prostu autentycznie zrozpaczona – i to mi się udzielało.

Dziś uczy młodych aktorów w Teatrze przy Fabryczce i jeśli przekaże im tę umiejętność, to grozi mi odwodnienie!

Zobacz wszystkie

Dodaj komentarz logując się przez FB lub Twetter

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.