Nabrałem zaufania do czeskiej literatury dzięki pakietowi kupionemu przez bookrage i nie wahałem się nawet chwili, gdy pojawiła się okazja kupienia kolejnej „czeskiej paczki”. Nie wiedziałem nawet, że Historia światła jest związana z fotografią, o pracach i życiu Františka Drtikola nie miałem bladego pojęcia.

Urodzony w 1883 roku czeski fotograf to nieszablonowa postać… Pochodził z ubogiej prowincji, ale wrodzonemu talentowi plastycznemu i zdobytemu w Monachium artystycznemu wykształceniu szybko stał się postacią ważną i rozpoznawalną. Tworzył głównie fotografie studyjne inspirowane secesją, obsesyjnie wręcz fotografował kobiety i pozostawił po sobie olbrzymie archiwum wyjątkowych, jak na czasy przed I Wojną Światową, aktów. Mimo tej fascynacji nie miał jednak o kobietach najlepszego zdania…

Mężczyzna jest pół-bogiem i pół-zwierzęciem. Kobieta jest tylko i wyłącznie zwierzęciem, ponieważ nigdy nie będzie jej stać na niezależność, oryginalność i wspaniałomyślność czynu. Kobieta nie potrafi tworzyć. Jedyne co potrafi ta bezmyślna maszyna to kopiować wyuczone pozy. W najlepszym razie Kobieta może być mądra, oczytana, może rozumieć sztukę, może powielać prace wielkich artystów, ale nigdy nie będzie w stanie stworzyć nieśmiertelnego dzieła sztuki. Jedynie w miłości Kobietę stać na wykroczenie. Jedynie w łóżku Kobieta może być oryginalna.

Może właśnie to przekonanie spowodowało, że większość życia spędził samotnie?

drtikol

Po uzyskaniu przez Czechosłowację niepodległości pozostał nieco w tyle i stracił uznanie swoich rodaków – nie podążał nowymi drogami kubizmu, futuryzmu, surrealizmu czy abstrakcji w fotografii. Jednocześnie wciąż zyskiwał uznanie poza granicami ojczyzny i prowadził studio fotograficzne zajmujące się fotografią portretową, dzięki czemu zyskał względną stabilizację finansową. Rozpoczęte w latach 20. artystyczne poszukiwania doprowadziły go do stylistyki Art déco, łączącej geometryczną scenografię z dynamicznie uchwyconymi sylwetkami ludzkimi. Jednocześnie Drtikol rozwijał swoje zainteresowanie mistycyzmem, które doprowadziło go do buddyzmu. Niestety – stopniowo oddalało go to od fotografii…

Dzieło prawdziwego artysty to coś więcej niż materiał i technika. Tym czymś jest twórcza moc duszy artysty, miłość i zrozumienie, które wkłada do swego dzieła oraz szczypta jego duszy, jego jestestwa. To jest najważniejszy składnik dzieła, a nie sposób czy proces użyty do jego stworzenia. To jest nieistotne.

Po II Wojnie Światowej w nowej rzeczywistości sklasyfikowano go jako twórcę dekadenckiego, zmarł w 1961 w biedzie, ale… chyba szczęśliwy.

Niestety – tak, jak Drtikol w Historii światła stopniowo tracił zainteresowanie fotografią, tak i ja traciłem zainteresowanie lekturą. To płynne przejście od rozmyślań o świetle i cieniu do poszukiwania „światła wewnętrznego” nie przysłużyło się moim zdaniem tej książce, choć pewnie dobrze oddało emocjonalny stan bohatera. A może mam tylko takie wrażenie, bo oczekiwałem więcej wątków fotograficznych? Świat docenił Historię światła – autor otrzymał za nią Europejską Nagrodę Literacką 2014. Ja się nieco pogubiłem.

Cytaty z Vladimir Birgus: „The Photographer František Drtikol” Kant, Praga 2000 w tłumaczeniu Adama Mazura