Rano upał i duchota, po południu deszcz i chłodno… Udało nam się ze spacerkiem wpasować w tę przyjemniejszą część dnia. Swoją drogą – ta potrzeba popatrzenia na zielone i posłuchania lasu jest u mnie od dawna dość organiczna, niemalże nałogowa. Może to skutek pracy w uciążliwych warunkach? Dzieciaki potrafią być hałaśliwe… Ciekawe, kiedy znudzą mi się wciąż te same ścieżki pod nogami i w kadrze?