A Ride for Liberty – The Fugitive Slaves
Eastman Johnson

Kolejne literackie rozczarowanie… Kolej podziemna. Czarna krew Ameryki Colsona Whiteheada „weszła mi” wprawdzie bezboleśnie i w miarę szybko, ale spodziewałem się lektury zupełnie innego typu, bo to w końcu i Nagroda Pulitzera 2017 i National Book Award 2016, i Goodreads Choice Award w kategorii „historical fiction”. Rekomendacje Baracka Obamy i Oprah Winfrey wydawały się już zupełnie niepotrzebne, ale okazało się, że ja po prostu nie czytam między wierszami…

„Kolej podziemna” to struktura stworzona w Stanach Zjednoczonych przez abolicjonistów, czyli przeciwników niewolnictwa, w połowie XIX wieku. Nie miała nic wspólnego z prawdziwą koleją i była jedynie siecią kontaktów, kryjówek i tras przerzutowych dla zbiegłych niewolników z południowych stanów, którzy próbowali się dostać na północ kraju i dalej, do Kanady. Jednak u Whiteheada funkcjonuje w opisach jak prawdziwa kolej: z lokomotywami, torami, wagonami i podziemnymi stacjami i ich zawiadowcami, przez co wydawnictwo Albatros nieco traci na wiarygodności przez zdania typu „Whitehead odsłania przed czytelnikami tajniki systemu przerzutowo ratunkowego dla zbiegłych niewolników, odtwarzając precyzyjnie misterną konstrukcję systemu i przerzutowe szlaki.” Otóż niczego nie odsłania.

Śledząc losy Cory, niewolnicy w trzecim pokoleniu, odwiedzamy kilka mniej lub bardziej przyjemnych dla czarnoskórych miejsc, od plantacji bawełny począwszy i poznajemy kilku jej towarzyszy niedoli oraz prześladowców. Kolejne etapy ucieczki pokazują różne podejście do problemu niewolnictwa, ale też rasizmu i segregacji rasowej – i to nie tylko wśród białych. Choć literacko całość jest całkiem zgrabnie „uszyta”, to z rzeczywistością ma niewiele wspólnego i chyba najważniejszym powodem przyznania powieści całej listy nagród jest po prostu dość odważne, ale i eleganckie poruszenie prostym językiem i w przygodowej formie trudnego dla Amerykanów tematu, stąd też zapewne rekomendacje z początku tego tekstu. To wszystko, cała tajemnica sukcesu.

Choć prosty język i nieskomplikowana fabuła szybko pozbawiają złudzeń i nie zapowiadają nieprzespanej przez lekturę nocy, to kilku bohaterów tej historii daje sporo do myślenia – na pewno intrygująca jest nietypowa para tworzona przez Ridgewaya i Homera, ciekawym zabiegiem było też ciągłe nawiązywanie do historii Mabel, matki Cory, ale to już pozostawiam do oceny tym, którzy zdecydują się na lekturę.

Najkrócej, jak tylko się da: swoistym wyznacznikiem mojego zadowolenia z lektury jest ilość wynotowanych z tekstu cytatów. Mimo tego, że na czytniku robi się to wyjątkowo łatwo, z Kolei podziemnej zapisałem sobie tylko taki fragmencik:

…jeśli nie potrafisz czegoś zatrzymać, nie jest twoje. Czy chodzi o własność, niewolnika czy kontynent. Taki jest amerykański imperatyw.