Nie wiem, jak on to robi… Dieter Stein ma na swoim koncie kilka naprawdę udanych gier i każda kolejna budzi mój entuzjazm! Proste rekwizyty i spisane w kilku zdaniach reguły oparte na nowatorskim pomyśle to planszówkowy minimalizm, który niezwykle szanuję. Fabrik nawiązuje oczywiście do Go-Moku, ale wprowadzenie jednego nowego mechanizmu zaowocowało powstaniem wyjątkowej gry.

Cel dla obydwu graczy jest ten sam, co we wspomnianym klasyku: utworzyć w rzędzie, kolumnie lub ukośnie nieprzerwaną linię minimum pięciu własnych pionów. Oczywiście ruchy wykonuje się na przemian, nie ma bicia i tak dalej. Nowością są dwa neutralne piony, od postawienia których zaczyna się rozgrywka – każdy z graczy umieszcza jeden taki pion na planszy i… to one określają, gdzie może się pojawić pierwszy pion gracza: wyłącznie na przecięciach linii poziomych, pionowych i ukośnych (45°) przechodzących przez pole zajmowane przez piony neutralne. Jeśli zdarzy się tak, że piony neutralne znajdą się w jednym rzędzie, kolumnie lub linii ukośnej, to wszystkie wolne pola znajdujące siępomiędzy nimi uważane są za takie przecięcia. Dla zobrazowania, bo to może być nieco trudne do ogarnięcia:

Szare kule to piony neutralne, białe piony oznaczają miejsca, w których przecinają się wspomniane wyżej linie. 

Gracz w przypadającej na niego kolejce ruchu może (ale nie musi) przestawić jeden z pionów neutralnych na wolne pole planszy, po czym umieszcza pion swojego koloru na innym, wolnym polu znajdującym się na przecięciu linii przechodzących przez pola neutralne.

I tyle.

Genialne!