Nie mam zbyt wielu powodów do odwiedzania Radzymina – pewnie gdyby nie organizowane przez Jarka Gasia zaduszki jazzowe dawno bym zapomniał o istnieniu tego miasta… Impreza jak zwykle na poziomie, dobry dźwięk, sala pełna. Rezerwacje trochę chyba nie zadziałały, ale obeszło się bez awantur – to już nie kino „Czar”, a na scenie nie stoi punkowa kapela…

Miło było znów usłyszeć Przemka Kostrzewę i jego trąbę, Artura Włodkowskiego na saksofonach, miło było poznać Andrzeja Zielaka i jego kontrabas oraz pianistę Mariusza Gęgotka, ale mimo ich talentu, starań i misternych solówek i tak cały show ukradła Agnieszka Hekiert! Głos, muzyczna i sceniczna swoboda, kontakt z publiką, poczucie humoru – chcę jeszcze!