Właściwie ta gra wcale nie powinna mi się podobać: po pierwsze – jest „kosmiczna”, a ja mam alergię na samo hasło space opera, po drugie – niezbyt piękna graficznie, po trzecie – przytłacza samotnością w gigantycznym sandboxowym świecie… Osiemnaście trylionów planet w galaktyce! Nie odwiedzę nawet promila z nich!

Drażnią mnie dźwięki wydawane przez NPCów i dziwaczne zwierzęta zamieszkujące mozolnie odkrywane planety. Muzyka mnie usypia. Zupełna wolność poczynań paraliżuje. Brak jakiegokolwiek drzewka rozwoju powoduje u mnie uczucie zagubienia, ale dłubię w skałach, wydobywam minerały i metale, odkrywam nowe planety, badam ich faunę i florę, handluję, wypełniam zlecenia, zdobywam nowe schematy, produkuję, wytwarzam, magazynuję, naprawiam, hoduję. Nie wiem dlaczego, ale mnie to relaksuje…

Co nie zminia faktu, że jak jest promocja na Dishonored 2, to grzechem jest nie skorzystać!