Przyznam się – raczej unikałem Kinga. Nie lubię horrorów, dreszczowców, całej tej niesamowitości, apokalips, wirusów, psychopatycznych kanibali z piłami spalinowymi i wszelkich tego typu przerysowań. Wiem jednak, że zdarzały mu się też tytuły, które mnie ujęły – jak na przykład Dallas 63, który mnie… wzruszył. Serio. Czytaj dalej „Pan King”
Dzikie karty
Troszkę jestem rozczarwany… Galopowałem przez kilka innych, niedokończonych lektur, żeby dorwać się do Dzikich kart R. R. Martina i… żałuję. Nie tego, że je przeczytałem – nie jest tak źle, ale właśnie tego pośpiechu i nieuważnego czytania innych tytułów. Czytaj dalej „Dzikie karty”
Jedwabnik
Dobrze się stało, że skończyłem Księgi jakubowe kilka dni temu – w czasie świąt miałem czas, okazję i nastrój do lżejszych lektur. Źle, w mojej wyobraźni rywalizowało dwóch wielkich, małomównych i bystrych facetów. Na szczęście o jednym z nich opowiadał mi Maciek Stuhr, a historię drugiego poznawałem z Kindla – dzięki temu udało mi się nie splątać tych opowieści. Czytaj dalej „Jedwabnik”
U kresu ksiąg
Troszkę długo mi się zeszło z Księgami jakubowymi Olgi Tokarczuk, ale czytam tylko podczas dłuższych przerw, w krótszych karmiąc się lżejszymi lekturami lub kryminalnym audiobookiem. Jestem już blisko końca – czas na kilka cytatów… Czytaj dalej „U kresu ksiąg”
Księgi Jakubowe
Pszoniak dwoił się i troił, żeby uratować Idiotę, ale nie dał rady – odpuściłem. Jednak stuletnia narracja i sposób zawiązywania intrygi, kreślenia sylwetek postaci, niedzisiejsze dialogi są dla mnie niestrawne. Historia zmierza w nieznane, ja próbuję skupić się na istotnych dla sprawy szczegółach i gubię się z kretesem… Co innego Tokarczuk, choć niby podobnie – nie wiem, do czego zmierza autorka, ale prowadzi mnie sprytnie, nie przynudza, wciąż czymś intryguje. Jestem w połowie liczącej około tysiąca stron historii i już zaczynam się martwić, że koniec blisko! Czytaj dalej „Księgi Jakubowe”
Idiota
Nie mogę ostatnio trafić na dobre lektury ani w wersji elektronicznej, alni papierowej, nawet w audiobookach trafiają mi się same ciężkostrawne kąski. Nie dałem rady Marininie – Kolacja z zabójcą pozostała niedojedzona. Nie wiem, czy to za sprawą Rocha Siemianowskiego, który dostał ode mnie kolejną szansę, czy radzieckie realia jakoś do mnie nie trafiają. Nieważne – prędko do tej pary nie wrócę, choć jest kilka pozycji w ofercie. Czytaj dalej „Idiota”
Dno oka
Zdarzają się takie zdjęcia, które bez komentarza nie zwracają niczyjej uwagi. Ba! Zdarzają się całe ściany, wystawy, wernisaże takich zdjęć. Kiedy autorzy zaczynają o nich opowiadać, nagle nabierają kolorów, waloru, blasku – ale tylko przez chwilę, póki stoi przy nich autor. Czytaj dalej „Dno oka”
Żywina
Jakiś czas temu jeden gość dość nieprzychylnie wyraził się o homoseksualistach. Nic nowego, ale typ jest właścicielem browaru, w sensie: fabryczki piwa. W sieci zawrzało – zaczęło się manifestacyjne wylewanie do ścieków jego produktów przez oberżystów o innych poglądach. Jemu to pewnie akurat wisiało kalafiorem: skoro już kupili, to mogą nawet wylać, a przy okazji klienci o zbliżonym do jego własnego światopoglądzie sięgną być może po jego produkty – nawet, jeśli są nieco droższe. Czytaj dalej „Żywina”
Nie mów nikomu
Koleżanka małżonka ograbiła mnie z kindla. Cieszyłem się jak głupi – jest raczej niechętna takim nowinkom technicznym, ale na szczęście przekonała się do pomysłu spróbowania, bo nie uśmiechało mi się kupowanie papierowej wersji sagi Pieśń lodu i ognia. Fajnie – ale co ja mam czytać? Czytaj dalej „Nie mów nikomu”
Księga Jesiennych Demonów
Dałem się nabrać. Powinienem być nieco mądrzejszy wiedząc, co wydawcy potrafią pisać na ostatnich stronach książek choćby takiego Johna Irvinga i nie dać się zwieść tanim, marketingowym sztuczkom. Księga Jesiennych Demonów Jarosława Grzędowicza odstraszała mnie jednoznacznymi stwierdzeniami, że to horror – i że będę ciężko przerażony. Małżonka porwała jednak mojego kindla i musiałem znaleźć sobie jakąś papierową lekturę. Czytaj dalej „Księga Jesiennych Demonów”
Ultra Montana
Nie mam pojęcia, skąd na mojej półce wzięła się ta książka. Prawdopodobnie trafiłem ją na jakimś kiermaszu i była po prostu tania i dość gruba. Kupiłem zwyczajnie z ciekawości, bo jej autor, Witold Horwath, absolutnie z niczym mi się nie kojarzył. Okazało się, że rację ma stare przysłowie – ciekawość to pierwszy stopień do piekła… Czytaj dalej „Ultra Montana”
Druga szansa Harry’ego Hole
Wprawdzie nie da się po raz drugi zrobić pierwszego wrażenia, ale zawsze można dać komuś druga szansę. Moje pierwsze spotkanie z Harrym Hole nie było udane – zacząłem od Czerwonego gardła, które okazało się dla mnie zbyt ciężkie, pełne trudnych nazwisk, których nie kojarzyłem z bohaterami i zupełnie mi nieznanych wydarzeń z historii Norwegii w czasie drugiej wojny światowej, które odciągały uwagę od głównej fabuły. Stworzony przez Jo Nesbø zapijaczony, małomówny i niezbyt towarzyski detektyw wzbudził wprawdzie we mnie sympatię, ale z ulgą przyjąłem koniec tego audiobooka. Może nie przypadł mi do gustu Tadeusz Falana? Czytaj dalej „Druga szansa Harry’ego Hole”

Najnowsze komentarze