Kiedyś historie się opowiadało. Długo to trwało, przez tysiące lat. Wieczorami, przy ogniu, ludzie opowiadali sobie różności – mniej lub bardziej prawdziwe. To zupełnie nieistotne, liczyła się opowieść. Wiele lat potem większość ludzi posiadła trudną sztukę czytania (czasem nawet ze zrozumieniem), dzięki czemu co ciekawsze kawałki można było spisać, wydrukować i puścić w świat. Fajnie. Czytaj dalej „Pod mocnym Grabowskim”
Surakarta
Niezwykła gra – głównie ze względu na zasady ruchu i bicia pionów. W pierwszej chwili wygląda na rozrywkę dla dzieci, ale zyskuje przy bliższym poznaniu. W jej ojczyźnie, Indonezji, nazywa się po prostu gra – to chyba wystarczający dowód jej popularności. Surakartą nazwali ją Europejczycy, zapożyczając tę nazwę od starożytnego miasta leżącego na Jawie i będącego wówczas (XVIII wiek) stolicą sułtanatu Mataram. Jego pierwotna nazwa to Solo – i pod tą nazwą również funkcjonuje w Indonezji. Czytaj dalej „Surakarta”
Frenetyczne oklaski
Wołomin okresu międzywojennego w wycinkach prasowych z epoki jawi się raczej jako miasteczko szare, smutne i dość niebezpieczne – wspominają o nas raczej kroniki kryminalne, rzadko zaś towarzyskie. Odkryłem jednak ostatnio kilka intrygujących tekścików w Trubadurze Warszawy… Czytaj dalej „Frenetyczne oklaski”
Odnalazłem tę fotkę wśród zdjęć Wołomina z lat 70. autorstwa Jerzego Procajło. Zakładam, że zrobił je właśnie w Wołominie – może więc ktoś z Was lub Waszych bliskich wie, gdzie wypatrzył to dzieło i kto jest jego autorem? Czytaj dalej „Najstarsze wołomińskie graffiti?”
Chyba nie będę miał wyjścia… Szuflada puchnie mi od prasowych wycinków z przedwojennej prasy, wszystkie oczywiście związane z naszymi okolicami. Wołomina tam w sumie niewiele, ale Ossów za to króluje! Co robić, co robić? Może wystawę jakąś w sierpniu przygotuję? Czytaj dalej „Pobojowisko”
Spóźniony zachwyt
Czekałem na te zdjęcia kilkanaście lat. Jedenaście? Dwanaście? Dziś nie pamiętam, ale to dość łatwo sprawdzić… Ich autor zaszczycił mnie obecnością na wernisażu moich zdjęć, który odbywał się w kobyłkowskim MOK-u (jeszcze na ulicy księdza Marmo) i szybko okazało się, że obydwaj fotografujemy Wołomin – on pewnie jakieś ćwierć wieku dłużej. Obiecał mi pożyczyć do zeskanowania swoje zdjęcia z lat siedemdziesiątych, mieliśmy się zdzwonić za parę dni. Zrobiło się z tego kilka tygodni po których dotarła do mnie informacja, że Jerzy Procajło zmarł. Czytaj dalej „Spóźniony zachwyt”
Susan
Autor tej gry, Stephen Linhart, pozwolił mi uwierzyć, że nie wszystko jeszcze zostało powiedziane w temacie abstrakcyjnych gier logicznych… Polecam zapoznanie się z regułami jego gry – to doskonała i wciągająca rozrywka dzięki prostocie reguł, a nie pomimo ich prostoty. Bo trzeba umieć odróżnić prostotę od prostactwa… Czytaj dalej „Susan”
Mrożek do Lema
Wieczorami, po cichutku, czytuję sobie korespondencję pomiędzy Lemem a Mrożkiem. Nic to zdrożnego – w końcu nawet w kościele czytają cudze listy… Konatkowski mnie jednak zanudził. Dam mu jeszcze szansę, później.
Nie do wiary, jaki świt jest duży i jak z tego nic nie wynika, również w Anglii.
Mrożek, 1961
Żal pomyśleć, jak wszystkie nasze dzienne sprawy, nasze strachy i niepokoje, i drobne radości krajowe gówno znaczą poza naszymi granicami.
Mrożek, 1961 Czytaj dalej „Mrożek do Lema”

Najnowsze komentarze