Jak mnie tu znalazłeś?!
KRB Trio w Cubanie
Podobało mi się Timeshifters, więc nie mogłem odpuścić kieszonkowej wersji tej zielonkowskiej formacji. Lokalik tak mały, że grali właściwie do ściany, a nie do kotleta i początkowo byli nieco spięci. Po dwóch numerach wyluzowali i zrobiło się naprawdę miło… Będę się musiał wybrać na próbę pełnego składu. Taki mam plan. Czytaj dalej „KRB Trio w Cubanie”
Rozwijamy skrzydła Polski lokalnej
Zaprosili, więc poszedłem… Chociaż średnio wierzę w skuteczność takich spotkań to uznałem, że nieczęsto jest okazja spotkać w jednym miejscu tylu ludzi, których lubię, szanuję i podziwiam – a może też uda się poznać kogoś nowego? Czytaj dalej „Rozwijamy skrzydła Polski lokalnej”
2049
Z polską fantastyką bywa różnie – czasem olśniewa, często żenuje. Po 2049 Rafała Cichowskiego sięgnąłem przypadkiem, zmęczony nieco Morfiną. Odpocząłem. Czytaj dalej „2049”
Trening pikinierów
Miało być na bogato i w pełnym rynsztunku, ale chyba pogoda wystraszyła większość rekonstruktorów, którzy mieli dziś trenować w kobyłkowskim parku. Ja byłem dzielny i… tęgo zmokłem w drodze powrotnej. Już drugi raz dzisiaj! Czytaj dalej „Trening pikinierów”
Dobrze, że czasem ktoś się nade mną ulituje i cierpliwie”potwarzuje” mi do zdjęć. Wiem, że muszę ćwiczyć, ale to dla mnie dość stresujące – owady nigdy nie mówią mi: O matko! Skasuj to, jak ja wyszłam?! Czuję się wtedy winny – prawdopodobnie słusznie…
Archimedes
Legenda o Archimedesie, który uratował Syrakuzy przed Rzymianami podpalając ich statki przy użyciu promieni słonecznych skupionych przy użyciu wklęsłych zwierciadeł, za które posłużyły żołnierskie tarcze zainspirowała Philipa Cohena i Scotta Marleya do stworzenia gry. Oprócz bardzo ciekawej mechaniki rozgrywki ma ona jeszcze jedną wielką zaletę – do rozegrania partyjki Archimedesa wystarczy standardowy zestaw warcabów. Czytaj dalej „Archimedes”
Był jakiś taki tekścik o spokojnej tafli jeziora, kwiecie lotosu i wagonie tybetańskich mnichów, nawet nie wiem skąd pochodził, więc zapewne „z internetu”. Grunt, że idealnie oddawał nastrój chwili…
Mad Max
Hau, hau… Nie, nie wykryłem właśnie pola minowego na jakiejś wydmie, odszczekuję po prostu moją krótką i rzeczową recenzję, którą wystawiłem tej grze po godzinie błądzenia po piaszczystych bezdrożach z Quasimodo w roli mechanika wożonego na pace. Dupy nie urywa – napisałem. Może i nie urywa, ale ciężko ją podnieść sprzed telewizora… Czytaj dalej „Mad Max”
Zapomniana dyscyplina
Licytowałem go bez większych emocji, jak każdą inną wołomińską pamiątkę, ale kiedy miałem go już w rękach uświadomiłem sobie, że o wołomińskich ciężarowcach mało kto już dziś pamięta… Czytaj dalej „Zapomniana dyscyplina”

Najnowsze komentarze