Licytowałem go bez większych emocji, jak każdą inną wołomińską pamiątkę, ale kiedy miałem go już w rękach uświadomiłem sobie, że o wołomińskich ciężarowcach mało kto już dziś pamięta… Przypomniałem sobie, że w dzisiejszej Fabryczce była kiedyś siłownia, że nieprzypadkowo właśnie w Wołominie Zarząd Główny TKKF przeprowadził w 1967 roku pierwszy kurs instruktorów rekreacji fizycznej ze specjalnością kulturystyki, która to dyscyplina wyrosła właśnie z podnoszenia ciężarów. Że mieliśmy swoje osiągnięcia, o których pisał niejednokrotnie Stanisław Bielewicz – choćby na www.dawny.pl. Że kilku moich znajomych, w tym niezapomniany Aluś Tuzinek zmagało się z tym całym żelastwem…

Pogrzebię jutro w Izbie Pamięci na Huraganie.