Wracałem tędy koło 2:30, teraz znów po 19:00. Ciągle ciemno…
Serca z Kamienia
Jasne, że kupiłem! W przedsprzedaży, z kartami do Gwinta. Gram w wolnych chwilach, jak zwykle raczej przygodowo niż zręcznościowo. I chociaż troszkę nie tego oczekiwałem, to bawię się świetnie. Może nawet lepiej, niż w głównej fabule…? Czytaj dalej „Serca z Kamienia”
Przesyłka z przeszłości
Marty McFly powinien już się pojawić w naszej rzeczywistości w swoim DeLoreanie – to przecież właśnie na 21 października 2015 Doc Brown nastawił datę w prototypie wehikułu czasu w drugiej części mojej ukochanej trylogii filmowej. Jako nastolatek jej pierwszą część oglądałem odtwarzaną z taśmy filmowej na chłodzonym wodą projektorze, bez żadnego systemu Dolby, siedząc w twardym fotelu ostatniego rzędu krzeseł w kinie Kultura. I to właśnie dziś dotarła do mnie przesyłka z przeszłości. Przypadek? Nie sądzę… Czytaj dalej „Przesyłka z przeszłości”
Słaba kumulacja
Nie mam o czym dziś pisać. To znaczy – nie całkiem jest tak, że nie mam, ale nie mam wyboru, bo cały dzień spędziłem na hali OSiR-u. Nic złego by w tym nie było gdyby nie to, że musiałem dokumentować zupełnie niezrozumiałą porażkę kadetek z Nową Wsią, przegraną seniorek z Łodzią i seniorów z Olsztynem. Czytaj dalej „Słaba kumulacja”
Niebanalnie
Cykl Dwadzieścia jeden kwadrat nie jest może jakość szczególnie bogaty w wydarzenia, ale żyje – i to mnie niezwykle cieszy. Po wystawie Orki i Stasia przyszła kolej na Żabę, która pokazała zestaw czarno-białych zdjęć… widelców i łyżek. Serio. Czytaj dalej „Niebanalnie”
Witek w Fabryczce
Dziś w sali wystawowej umościły się pierwsze prace Grzegorza Witka. Kilka jego dzieł można było zobaczyć w Fabryczce już wcześniej, na zbiorowej wystawie prac uczniów profesora Piotra Gawrona. Niestety jego fotografie dziś stały jeszcze spakowane pod ścianą, ale rzeźby duże i małe, w drewnie i brązie, zachęcają do przyjścia na wernisaż w niedzielę. Uda się? Mnie raczej nie, niestety… Czytaj dalej „Witek w Fabryczce”
Szachy Gardnera
Szachy są przekombinowane jak formularz podatkowy, zawsze to będę powtarzał. Szachiści się oczywiście snobują, że to „królewska gra”, ale co mają mówić? Jakoś się trzeba bronić… Martin Gardner był chyba podobnego zdania, bo już w 1962 roku na łamach Scientific American zaproponował mini-szachy na najmniejszej chyba planszy – 5×5. Chciał chłopina uprościć rozgrywkę, ale chyba ździebko przesadził. Czytaj dalej „Szachy Gardnera”

Najnowsze komentarze