Grunt do dobry pomysł, ale i przyzwoite wykonanie z pewnością nie zaszkodzi – ani jednego, ani drugiego nie da się odmówić chłopakom ze Street Mind. Od kilku dni usiłowałem kupić u nich kolejne koszulki Wołomin Local Brand, ale jakoś nie miałem szczęścia… Dziś postanowiłem, że nie wracam bez nich do domu – i udało się! Tak się ucieszyłem, że zostawiłem w sklepie słuchawki i wracałem po nie prawie spod chałupy. Czytaj dalej „Wołomin Local Brand”
Jest słabo
Wczoraj miałem wersję demo, w niedzielę – na poważnie. Kilkanaście, może kilkadziesiąt osób przyjedzie rowerami z głównie z Warszawy, żeby przyjrzeć się Wołominowi. Interesują ich wprawdzie wątki żydowskie, ale o nich tylko usłyszą. Zobaczą za to… No cóż – zobaczą to, co my widzimy codziennie. Czytaj dalej „Jest słabo”
Trzy gry za 27 groszy. Promocja taka.
Wystarczy się przejść do najbliższego kiosku. Nawet do spożywczaka. Albo monopolowego, bo pogoda znów się załamała. A może wystarczy pogrzebać w kieszeni? W najprostszej, choć na pewno nie najwygodniejszej wersji wystarczy 27 groszówek – i można grać! Czytaj dalej „Trzy gry za 27 groszy. Promocja taka.”
Księga Jesiennych Demonów
Dałem się nabrać. Powinienem być nieco mądrzejszy wiedząc, co wydawcy potrafią pisać na ostatnich stronach książek choćby takiego Johna Irvinga i nie dać się zwieść tanim, marketingowym sztuczkom. Księga Jesiennych Demonów Jarosława Grzędowicza odstraszała mnie jednoznacznymi stwierdzeniami, że to horror – i że będę ciężko przerażony. Małżonka porwała jednak mojego kindla i musiałem znaleźć sobie jakąś papierową lekturę. Czytaj dalej „Księga Jesiennych Demonów”
Baszni
Pogoda jest wyjątkowo sprzyjająca – dziś pewnie wiele osób pochyla się nad planszą. Może warto to zrobić nad zwykłą szachownicą? Baszni o starorosyjska gra planszowa rozgrywana przy użyciu standardowego zestawu warcabowego. Nawet początkowe ustawienie i sposób poruszania się bierek są identyczne… Na tym jednak podobieństwa się kończą. Czytaj dalej „Baszni”
Jazz w lesie
Mieliśmy jechać tylko na Łobaszewską, ale w końcu załapaliśmy się też na Tamarę Raven i jej interpretacje standardów nie tylko jazzowych, Old Timers – założony w 1965 roku zespół jazzu tradycyjnego złożony z zażywnych i energicznych jegomości, od których wciąż mam zakwasy mięśni uśmiechowych oraz oczywiście wspomnianą Grażynę Łobaszewską z zespołem Ajagore. Wspaniały wieczór! Czytaj dalej „Jazz w lesie”
Gdzie moje kimono?
Nasza znajomość zaczęła się kiepsko – od awantury. Takiej z krzykami. Nie bardzo się tym przejąłem – i bardzo dobrze, jak się okazało już dzień później, kiedy to wyjaśniliśmy sobie kilka spornych kwestii i zaczęliśmy dość intensywnie współpracować. Nie było to trudne, bo pracowaliśmy razem w kobyłkowskim MOK-u. Miałem nawet krótki epizod jako uczeń Renaty – chyba jakieś dwa lata turlałem się w kimonie po starych matach z pełną świadomością, że robię to czysto hobbystycznie, bo zawodnikiem to już nigdy nie będę. Zresztą – mam jakąś niechęć do bicia ludzi po twarzach. Jakieś judo, zapasy, grappling, sambo – chętnie. Ale kolegę w twarz?! Czytaj dalej „Gdzie moje kimono?”
Z tętnem tysiącznych serc
Tak się obchodzi 11 listopada! Dziś to raczej nie do zrobienia, ale wtedy pewnie było normą: umajone portrety Marszałka w oknach, flagi, „nabożeństwo we wszystkich świątyniach” – domyślam się, że nie tylko w kościele katolickim, bo mieliśmy jeden. No i pochód „z tętnem tysiącznych serc”. Z tym Mocarstwem to już trochę propaganda… Czytaj dalej „Z tętnem tysiącznych serc”
Ci sami, a jakby… inni
To wspaniałe, kiedy ludzie się zmieniają, rozwijają, kiedy poszukują – i znajdują. Dziś w sieci pojawił się nowy teledysk Wojtka Ezzata do utworu „Radość”. Pełna muzyczna profeska!
Czytaj dalej „Ci sami, a jakby… inni”
Hibnerowo
Zdzieram oponki śmigając po wołomińskich dzielniach w poszukiwaniu odpowiedniego lokalu dla grupki przyjaciół-sportowców, a przy okazji nieraz dziabnę kilka kadrów… Tym razem osiedle, które (o ile pamiętam) budowano jako Hibnera, a oddano do użytku jako Niepodległości. Mylę się? Może… „U nasz” na Lipińskiej mówiło się, że to osiedle Hitlera. Albo, co gorsze „Chamburk”. Że niby same chamy i burki. Czytaj dalej „Hibnerowo”

Najnowsze komentarze