Wołomin Local Brand

Grunt do dobry pomysł, ale i przyzwoite wykonanie z pewnością nie zaszkodzi – ani jednego, ani drugiego nie da się odmówić chłopakom ze Street Mind. Od kilku dni usiłowałem kupić u nich kolejne koszulki Wołomin Local Brand, ale jakoś nie miałem szczęścia… Dziś postanowiłem, że nie wracam bez nich do domu – i udało się! Tak się ucieszyłem, że zostawiłem w sklepie słuchawki i wracałem po nie prawie spod chałupy.  Czytaj dalej „Wołomin Local Brand” →

Jest słabo

Wczoraj miałem wersję demo, w niedzielę – na poważnie. Kilkanaście, może kilkadziesiąt osób przyjedzie rowerami z głównie z Warszawy, żeby przyjrzeć się Wołominowi. Interesują ich wprawdzie wątki żydowskie, ale o nich tylko usłyszą. Zobaczą za to… No cóż – zobaczą to, co my widzimy codziennie. Czytaj dalej „Jest słabo” →

Księga Jesiennych Demonów

Dałem się nabrać. Powinienem być nieco mądrzejszy wiedząc, co wydawcy potrafią pisać na ostatnich stronach książek choćby takiego Johna Irvinga i nie dać się zwieść tanim, marketingowym sztuczkom. Księga Jesiennych Demonów Jarosława Grzędowicza odstraszała mnie jednoznacznymi stwierdzeniami, że to horror – i że będę ciężko przerażony. Małżonka porwała jednak mojego kindla i musiałem znaleźć sobie jakąś papierową lekturę.  Czytaj dalej „Księga Jesiennych Demonów” →

Baszni

Pogoda jest wyjątkowo sprzyjająca – dziś pewnie wiele osób pochyla się nad planszą. Może warto to zrobić nad zwykłą szachownicą? Baszni o starorosyjska gra planszowa rozgrywana przy użyciu standardowego zestawu warcabowego. Nawet początkowe ustawienie i sposób poruszania się bierek są identyczne… Na tym jednak podobieństwa się kończą. Czytaj dalej „Baszni” →

Jazz w lesie

Mieliśmy jechać tylko na Łobaszewską, ale w końcu załapaliśmy się też na Tamarę Raven i jej interpretacje standardów nie tylko jazzowych, Old Timers – założony w 1965 roku zespół jazzu tradycyjnego złożony z zażywnych i energicznych jegomości, od których wciąż mam zakwasy mięśni uśmiechowych oraz oczywiście wspomnianą Grażynę Łobaszewską z zespołem Ajagore. Wspaniały wieczór! Czytaj dalej „Jazz w lesie” →

Gdzie moje kimono?

Nasza znajomość zaczęła się kiepsko – od awantury. Takiej z krzykami. Nie bardzo się tym przejąłem – i bardzo dobrze, jak się okazało już dzień później, kiedy to wyjaśniliśmy sobie kilka spornych kwestii i zaczęliśmy dość intensywnie współpracować. Nie było to trudne, bo pracowaliśmy razem w kobyłkowskim MOK-u. Miałem nawet krótki epizod jako uczeń Renaty – chyba jakieś dwa lata turlałem się w kimonie po starych matach z pełną świadomością, że robię to czysto hobbystycznie, bo zawodnikiem to już nigdy nie będę. Zresztą – mam jakąś niechęć do bicia ludzi po twarzach. Jakieś judo, zapasy, grappling, sambo – chętnie. Ale kolegę w twarz?! Czytaj dalej „Gdzie moje kimono?” →

Hibnerowo

Zdzieram oponki śmigając po wołomińskich dzielniach w poszukiwaniu odpowiedniego lokalu dla grupki przyjaciół-sportowców, a przy okazji nieraz dziabnę kilka kadrów… Tym razem osiedle, które (o ile pamiętam) budowano jako Hibnera, a oddano do użytku jako Niepodległości. Mylę się? Może… „U nasz” na Lipińskiej mówiło się, że to osiedle Hitlera. Albo, co gorsze „Chamburk”. Że niby same chamy i burki. Czytaj dalej „Hibnerowo” →

Stwórz witrynę internetową lub bloga na WordPress.com Autor motywu: Anders Noren.

Do góry ↑