Królowie przeklęci

Muszę to sobie wykaligrafować na czerwono, ozdobnym gotykiem i zawiesić nad biurkiem: nie ufaj Martinowi! Tak – właśnie temu Martinowi, George’owi R.R., autorowi słabych Dzikich kart i ponoć genialnego cyklu Pieśń lodu i ognia, który w gruncie rzeczy sprowadza się do snucia wielowątkowej historii, w której akcja rozwija się w kierunku zależnym od wyniku rzutu kością. Przesadzam, nie ma w tym pewnie żadnego przypadku – Martin zapewne obserwuje komentarze na temat swoich dzieł w Sieci i buduje historię dokładnie odwrotnie, niż by sobie tego życzyli czytelnicy. Wiem to, a dałem się nabrać na jego rekomendację… Czytaj dalej „Królowie przeklęci” →

Vinyl

Właściwie to nie oglądam telewizji. Trochę przy obiedzie – kilkanaście minut wiadomości, choć to raczej nie służy trawieniu. Lubię (wiem, trochę wstyd) takiego niby-dokumentalnego tasiemca o gościach prowadzących lombard. Czasem, od wielkiego dzwonu obejrzymy jakiś film… Sam nie wiem, dlaczego przedłużając umowy na telefon skusiłem się na miskę satelitarną, pewnie zadecydowała śmieszna cena abonamentu i jakaś dziwna niechęć do telewizji publicznej. Dziwna, bo jeszcze niedawno jej nie miałem… Mniejsza o to – cieszę się z tej zmiany, bo dzięki niej obejrzałem pierwszy odcinek serialu Vinyl. I chyba chcę zobaczyć następne! Czytaj dalej „Vinyl” →

Verte

Mam taki solidny zeszyt w kropki (nie w kratkę czy w linie, ale właśnie w kropki), do którego trafiały notatki, z których czasem powstawały artykuły, złapane gdzieś w biegu myśli, z których skleiłem jakieś teksty piosenek, szkice przetworzone na zdjęcia i dziwne bazgroły, które rzadko stawały się grami planszowymi. W sumie udało się to tylko Triles, ale może dzisiejszy wpis to pierwszy krok do powstania nowej, prostej gry? Czytaj dalej „Verte” →

Muszę nad tym jeszcze troszkę popracować, ale efekty podobają mi się coraz bardziej. Na razie poszukuję „liczby idealnej” zdjęć do multiekspozycji: 20 to nieco za mało i wyraźnie widać składowe elementy, ale 40 to już za dużo i oczy tracą wyrazistość. Testuję okolice trzydziestki.

Sam to nazwij

Czwarty autor w ramach cyklu 21 kwadrat zaprezentował swoje prace w galerii wołomińskiego MDK. Analogowe, czarno-białe zdjęcia Rafała Firadzy prezentują Wołomin – a właściwie jego detale, rozpoznawalne tylko dla wołominiaków. Nie będę ukrywał, że to nie moje klimaty, ale cieszy dotychczasowa różnorodność stylów. Czytaj dalej „Sam to nazwij” →

Assassin’s Creed IV – Black Flag

Grafika w tej grze nie rozpieszcza jakoś szczególnie oka, czasem wręcz boli – wygląda, jakby ktoś za bardzo pociągnął suwaki w prawo przy kręceniu HDR-ów, zwłaszcza przy postaciach. Sama myśl o słuchaniu szant wywołuje u mnie chorobę morską. Wcielanie się w skrytobójcę też jakoś mnie nie pociąga, ale mimo to od jakiegoś czasu codziennie spędzam godzinkę na Karaibach w towarzystwie Edwarda Kenwaya… Czytaj dalej „Assassin’s Creed IV – Black Flag” →

Ziarno prawdy

Zawsze szybko odbieram paczki z paczkomatu – w końcu dlatego wybieram tę formę doręczenia, że zależy mi na czasie i wygodzie. Mało brakowało, a przeoczyłbym bonusik przy ostatniej dostawie – zazwyczaj nie wczytuję się w informacyjne maile i SMS-y, ale tym razem wpadło mi w oko znajome logo Audioteki, więc odebrałem paczkę, zarejestrowałem się na stronie promocji, odebrałem kod i… okazało się, że mam do wyboru Grand Wiśniewskiego, Ziarno Prawdy Miłoszewskiego i Steve Jobs Isaacsona. Muszę przyznać, że pobrałem Ziarno prawdy tylko dlatego, że toleruję jedynie biografie muzyków, zaś Wiśniewskiego nie toleruję wcale. Tak mam. Czytaj dalej „Ziarno prawdy” →

Szachy Glińskiego

Nie mam szacunku dla „królewskiej gry” – tym bardziej, że jej królewskość polegała głównie na zdobieniu wymyślnymi figurami pałacowych komnat, a nie na szczególnej popularności samej gry wśród koronowanych głów. Zwykły snobistyczny gadżet… Stosunkowo skomplikowane zasady pełne wyjątków od reguł i setki tomów poświęconych analizie gry zawsze mnie skutecznie zniechęcały do szachów, ale muszę zrobić jeden wyjątek dla pomysłu Władysława Glińskiego, który zalążek reguł swojego wariantu opracował już w 1936 roku. Czytaj dalej „Szachy Glińskiego” →

Excentrycy, czyli po słonecznej stronie ulicy

Na szczęście nie obiecywałem sobie zbyt wiele po tym filmie, więc i rozczarowania wielkiego nie było. Znakomity temat został może nie tyle zmarnowany, co niewykorzystany – dłuuuuga lista znanych nazwisk nie wystarczy do osiągnięcia sukcesu kasowego. Śmiem nawet twierdzić, że przeszkadza w odbiorze, bo po znanej twarzy spodziewam się intuicyjnie ważnej roli, choćby to był nawet Zbigniew Buczkowski. Czytaj dalej „Excentrycy, czyli po słonecznej stronie ulicy” →

Stwórz witrynę internetową lub bloga na WordPress.com Autor motywu: Anders Noren.

Do góry ↑