Nie oszukujmy się – na niektóre koncerty, wernisaże czy wieczorki poetyckie chodzi się z obowiązku. Bo znajomi się prezentują – zadzwonili, zaprosili i trzeba iść. Nie to, że to jakaś męka straszna, ale czasem jednak lepiej byłoby zostać w domu i poczytać książkę…
Nie tym razem! Anetę Saks podziwiam szczerze za konsekwencję, pracę, rozwój – a przede wszystkim za efekty. Z roku na rok widać progres, choć za każdym razem wydaje się, że to już szczyt możliwości. Widać w jej pracach pasję, wielką przyjemność z malowania i rozwijania techniki. Nie odpuszczę tego wernisażu!

Jakieś dwa lata temu miałem przyjemność publicznie pogawędzić z Anetą w Radiu Azyll, powstał z tego króciutki materiał prasowy dla Życia.

Dodaj komentarz logując się przez FB lub Twetter