Grzebałem dziś na strychu i trafiłem na pudło z moimi starymi aparatami fotograficznymi. Wszystkie w miarę współczesne i użytkowe oddałem już dawno temu, ale wygrzebałem kilka ciekawych dla mnie egzemplarzy. Między innymi tego Kodaka…

Zapewne nie jest to jakiś unikatowy model czy też egzemplarz, pewnie nie jet wiele wart, jednak dla mnie jest bezcenny – kilkanaście lat temu dostałem go w prezencie od nieżyjącego już Stefana Ryszkowskiego, legendy wołomińskiego harcerstwa. Poznaliśmy się przy okazji zdjęć do wywiadu, rozmawialiśmy o historii miasta, trochę o fotografii. Pokazał mi swoje piękne, przedwojenne intarsje, ja jemu kilka moich zdjęć. Ciągle mówił do mnie „druhu”, chociaż tłumaczyłem, że nigdy nie byłem harcerzem. Druh będzie wiedział, co z nim zrobić – powiedział wtedy. Szczerze mówiąc – nie wiem do dzisiaj. Mam nadzieję, że dożyję jego lat w jego formie i komuś go przekażę razem z tą krótką historią i pięknym, oprawionym w czerwoną skórę światłomierzem, który dostałem w komplecie.

Wydaje mi się, że druh Ryszkowski zrobił tym mieszkowcem zdjęcia wołomińskiego kościoła zburzonego przez Niemców w czasie II Wojny. Może coś pokręciłem? Wierzę, że nie.

Szukam dla niego godnego miejsca w domu. mam już nawet pewien plan…