Dziś luzik, tylko cztery mecze… Jutro sześć, więc już się czuję zmęczony, tak nieco na zapas. Dziewczęta trzymały się dzielnie do połowy meczu, potem się posypało – ale i tak były twarde. Zapowiada się pracowity rok dla trenerów, ale na szczęście jest z kim pracować, bo paru dziewczynom się wyraźnie chce grać.
Będę je sobie obserwował… To przyjemność, którą odkryłem ponad rok temu: kibicowanie takim młodziakom, radość z postępów w grze i zwycięstw, wspólna gorycz porażek. To czasem emocje równe tym, które przeżywałem na walkach MMA, kiedy byłem blisko klatki, w której walczył dobrze mi znany zawodnik. W sumie to dość dziwne…
Zdjęcia wrzucę dopiero po ostatnim dniu. Nie mam siły.
