Nie pamiętam już smaku takich rarytasów z podstawówki… Jeśli etykiety nie kłamią, to na dzisiejszym rynku napoje tego typu długo by się nie utrzymały: cukru tyle, co kot napłakał, brak „witamin z grupy E”, design mocno hipsterski, termin przydatności żałośnie krótki. Może dlatego Wołomin miał kilku producentów takich boskich nektarów? Ciekawe są też nazwiska przedsiębiorców – znane w mieście do dziś.
Do dna!
-
Pingback: Do dna! | WWL Media
