Po kolejnym wieczorku opłatkowym (tym razem koszykarskim) doturlałem się jakoś na koncert Psa Mazowieckiego w Taakiej Rybie. Miałem nadzieję, że zabrzmią lepiej niż Asspirine w Proximie… To nie powinno być trudne.

Trudne okazało się dotarcie z Mińska Mazowieckiego do Wołomina na czas – no, ale jak się jedzie przez Warszawę… Dzięki temu moje obawy, że dotrę na końcówkę imprezy przerodziły się w lęk, że nie doczekam początku. Na szczęście po chwili panowie zaczęli się nerwowo rozstawiać w kąciku…

Tria mają jakiś dziwny power… Może muzykom łatwiej nawiązać kontakt? Może wszyscy muszą z siebie dawać więcej, żeby wypełnić muzyczną przestrzeń? Grali surowego, prostego rocka – i chyba tego właśnie potrzebowałem tego wieczoru.