Nie będę ściemniał: ta wystawa to w pierwszej chwili niezły ubaw! Wprawdzie wernisaż w Fabryczce dopiero w piątek, ale jak zwykle zakradłem się nieco wcześniej, by w spokoju napawać się sztuką. Wprawdzie brzuch rozbolał mnie ze śmiechu, ale wcale nie oznacza to, że mam w pogardzie taką twórczość – to świeże, autentyczne, prawdziwe, dłubane i malowane z czystej potrzeby serca. 

Szkoda, że pół godziny później po moim świetnym humorze nie było już śladu… Dzieją się złe rzeczy, a ja czuję się w jakiejś części winny, chociaż nie przyłożyłem do nich ręki.

Raczej nie będę dziś dobrze spał.