Oczywiście plan był zupełnie inny, bo mieliśmy zacząć od Ciechanowca, o reszcie trasy już nawet nie wspomnę. Po króciutkim postoju w Liwie wylądowaliśmy w Drohiczynie  – miasteczku z dłuuuugą historią, które ma nieco ponad 2000 mieszkańców, trzy kościoły i cerkiew. Mieszkamy dosłownie kilkanaście metrów od bazyliki i już cieszę się na myśl o donośnych dźwiękach dzwonów, które obudzą mnie jutro rano…

Dziwne, że rezerwując nocleg w pokojach gościnnych „Pod Katedrą” nie wpadłem na to, że nazwa nie jest przypadkowa.

Zdążyliśmy zaliczyć krótki spływ Bugiem – raptem dwadzieścia kilometrów, ale kilka razy trzeba było ciągnąć kajak, bo stan wody jest bardzo niski. Jutro wyruszamy na rowerowy rajd po okolicach, a po południu… No cóż – jeszcze nie wiemy, co dalej. Ruszymy w dalszą drogę, a może zostaniemy jeszcze dobę. Się zobaczy się.