Choć plan na piątek był inny, to jednak koło południa wyruszyliśmy w stronę Chrzęsnego. Głupio tak tułać się po świecie, jak się własnych okolic nie zna…

Pałac i park w Chrzęsnem nieco nas rozczarowały – wprawdzie trwa tam plener malarsko-fotograficzno-ceramiczny, ale uczestnicy albo rozpierzchli się po okolicznych polach w poszukiwaniu natchnienia, albo po prostu jeszcze nie wstali z wyrek po wczorajszym znojnym dniu. Pałacyk niewielki i raczej skromny, park podobnie – większe wrażenie zrobił na nas kościół w Postoliskach. Budowla zgrabna i stylowa, otoczenie w nienagannym porządku, wewnątrz nie ma żadnej religijnej tandety w złotych ramach. Zdjęć nie robiłem, bo trwało jakieś wielkie sprzątanie i odkurzacz psuł mi kompozycję…

Jeszcze tylko obfitujący w purchawki rezerwat Śliże i zapomniany kirkut pod Jadowem… Poruszyły mnie znicze przy ostatnich ocalałych macewach – najwyraźniej miejscowi pamiętają o swoich dawnych sąsiadach i okazują to na swój katolicki sposób. Piękne.