…małe uliczne festiwale z okazji święta ulicy, kameralne kina podwórkowe, wygodne ławeczki w zieleni co kilkadziesiąt metrów. Mikroskopijne parki wciśnięte w każdą wolną przestrzeń w mieście i ambitne murale.

Uporządkowany ruch uliczny dzięki społecznym konsultacjom, więcej deptaków, przestrzeń przyjazna rowerzystom, trawniczki i klomby projektowane przez mieszkańców i nadzorowane przez miejskiego ogrodnika. Inicjatywa uchwałodawcza dla mieszkańców i Nowe Rady Osiedli z własnym, niewielkim budżetem. Minimum formalności w uzyskiwaniu mikrograntów nie tylko dla NGO-sów, ale też po prostu dla mieszkańców, których działania wpisują się w opracowany w magistracie plan. Preferencyjne warunki dla wybranych branż biznesowych dzięki niższym podatkom i tańszym lokalom komunalnym. Osiedlowe Biura Pracy. Uporządkowane i proste zasady handlu ulicznego bez konieczności wnoszenia opłat. Fundusz wsparcia wspólnot mieszkaniowych, ulice typu Woonerf – przyjazne dla mieszkańców, z ograniczonym ruchem samochodowym, estetyczne. Wsparcie inicjatyw poprawiających estetykę i funkcjonalność podwórek oraz remonty budynków komunalnych.

Niestety wszystko to tylko w historycznym centrum miasta. Co gorsza – to jedynie wycinki proponowanej w ramach konsultacji społecznych wizji przyszłości malowniczo i z werwą przedstawionej przez przemiłego specjalistę z PZR Colsulting – wykonawcę Gminnego Programu Rewitalizacji. Nie drę łacha, naprawdę byłem pod wrażeniem prostoty, wręcz oczywistości pewnych rozwiązań, wychodzenia poza magistrackie myślenie, konkretnych przykładów z kraju i ze świata. Będę szczęśliwy widząc wdrożenie 10% tych pomysłów i mechanizmów, ale… obawiam się, że zawiedzie czynnik ludzki.