Ponoć na podstawie powieści Dominika Dána Červený kapitán powstał marny, czesko-polsko-słowacki film z Mackiem Stuhrem w głównej roli… Trudno, co robić…? – jak mawiał klasyk. Na szczęście powstał też świetny audiobook, którym wspomniany Stuhr się z pewnością zrehabilitował. Głowy jednak nie dam, bo oglądać tego dzieła nie mam zamiaru.

Rzecz dzieje się w początku lat 90., ale śledztwo dotyczy przypadkowo odkrytego po siedmiu latach brutalnego, poprzedzonego torturami morderstwa z czasów „poprzedniej władzy”. Ofiarą jest kościelny – człowiek cichy, pracowity i uczynny za życia, który z nieznanych powodów skończył życie z wielkim gwoździem w głowie, pochowany na nieczynnym cmentarzu bez niezbędnych formalności. Komisarz Krauz (bardzo młody, bezczelny, szybki i niedoświadczony, ale perspektywiczny) rozpoczyna śledztwo, które okazuje się śmiertelnie niebezpieczną grą… W tle przemiany ustrojowe, tajne służby, policyjna rutyna, stare przyjaźnie i nowe znajomości, tony złota i kilkusetletnia historia.

Nie ma co psuć lektury tym, którzy jej jeszcze nie rozpoczęli – dość powiedzieć, że bardzo przyzwoicie skrojona kryminalna historyjka zaczyna lśnić wyjątkowym blaskiem, gdy Stuhr rozpoczyna swoje czary… Są momenty, w których nie sposób rozpoznać jego głos, za to przed oczami stają takie postacie jak… Gustaw Holoubek czy Bogusław Linda. Nie mam pojęcia, jak te skurczybyk to robi, ale jest niesamowity!

Polecam!