Tolkienowska twórczość nigdy nie była dla mnie jakąś świętością… Szczerze mówiąc uważam, że gość przynudzał i najlepszym zastosowaniem dla jego twórczości jest usypianie ośmiolatków, ale klasykiem literatury fantasy jest – trzeba mu to oddać. No to mu oddałem te kilkadziesiąt złotych… Promocja była.

Fabułka iście tolkienowska: Talion, zwiadowca z Gondoru, podczas ataku sił zła traci nie tylko żonę i syna, ale i życie. Wskrzeszony łączy siły z elfim upiorem i brykają razem po Mordorze, tępiąc sługi Saurona pieszo i z grzbietów ujarzmionych potworów.

Jako że główny bohater już nie żyje, to zginąć w tej grze się nie da – ale za to przeciwnicy nabierają mocy po ubiciu biednego Taliona i wspinają się w górę hierarchii swojej społeczności orków. Każdy z oficerów w armii Saurona ma własne imię i unikalne słabe i mocne strony, taktykę walki i nawet niezłą pamięć, przez co niektórzy mszczą się za doznane w czasie walki upokorzenia, jeśli tylko uda im się ujść z życiem. Z czasem nasz bohater uczy się trudnej sztuki panowania nad ich umysłami, dzięki czemu w szeregach wroga zaczynają się pojawiać nasi agenci…

Jest sporo skradania, walki dystansowej którą lubię, walki w zwarciu z widowiskowymi, ale łamiącymi palce na kontrolerze kombinacjami, ataki obszarowe, zatruwanie napitków, wyzwalanie niewolników i zbieranie ziółek czyli niby wszystko się zgadza, tylko że… jakoś tak jest mrocznie i przygnębiająco. Walka nie wygląda tak dobrze, jak na screenach powyżej – niby kamera pracuje dobrze, ale chyba paleta barw i mnogość szczegółów trzeciego planu nieco męczą. Fajne obrazki można uzyskać dopiero pracując nad ujęciami w trybie foto, ale przez większość czasu mam go wyłączony – uruchamia się po wciśnięciu lewego drążka, co zdarza mi się nagminnie i zupełnie niepotrzebnie przy siekaniu wrogów.

Marudzę, ale gram.