Książki i rower wygrały z żarciem – zamiast na kolejne Śniadanie Mistrzów pojechaliśmy z wielką, ponad dwustuosobową ekipą zroweryzowanych moli książkowych na wypad za miasto. Miło było spotkać kilkoro rzadko widywanych, ale wielce sympatycznych znajomych, szkoda mi tylko kierowców, którym zapewne nieco utrudniliśmy życie na odcinku Wołomin – Rasztów…

Nie zostaliśmy do końca – nie dla nas paintball i quady, ale reszta załogi pewnie miała niezły ubaw!