Jakoś tak mi się ostatnio Aluś przypomniał, a razem z nim tekst, którym podsumowywał różne wariackie akcje w Rzymie i później, już na Kobyłkowskiej. Nawet nie wiem, czy jego jego autorskie powiedzonko, czy zasłyszane i podłapane, ale wciąż mam przed oczami ten jego charakterystyczny uśmieszek… Brakuje mi gościa, więc… dłubnąłem sobie koszulki.