Pan Lodowego Ogrodu Grzędowicza zrobił na mnie swego czasu ogromne wrażenie, więc jestem w stanie zaryzykować czas i pieniądze poświęcone na inne jego dzieła, pomimo rozczarowań – Księga Jesiennych Demonów była jednym z nich. Hel 3 wiązał się tez z innym ryzykiem – lektorem, ale do niego mam akurat najmniejsze zastrzeżenia.

Szybko przyzwyczaiłem się do głosu, tempa i maniery Andrzeja Feranca, dałem się też porwać wartkiej akcji i intrygującej narracji pierwszej części tej powieści. Jarosław Grzędowicz wykreował raczej mroczny świat, w którym winę za wszelkie nieszczęścia Europy i świata przypisuje Strategii Zrównoważonego Rozwoju. Skrajnie zubożałe społeczeństwa, „permanentna inwigilacja”, nakazy i zakazy, terroryzm, rządy korporacji – to wszystko, według autora, czeka nas już za jakieś 40 lat.

Norbert Roliński, bohater tej historii, jest „iwenciarzem”, czyli freelancerem utrzymującym się z wideoreportarzy wrzucanych do globalnej sieci. Jest dobry, miał kilka niezłych eventów i dysponuje dobrym sprzętem, ale i tak żyje z dnia na dzień, szukając najlepszych tematów i próbując nieco szybciej zakręcić licznikiem odsłon przy swoich produkcjach. Poznajemy go przy niebezpiecznej robocie na Bliskim Wschodzie, a on całkiem niechcący poznaje grupę najemników, która wkrótce odegra bardzo ważną rolę w jego życiu…

Chociaż okładka książki sugeruje mocno jej „kosmiczny” charakter, to akcja dopiero w końcówce rozgrywa się w kosmosie. Grzędowicz prowadzi czytelnika za rączkę po wykreowanym przez siebie świecie oglądanym oczami Rolińskiego i obnaża kolejne mechanizmy polityczne, socjologiczne i finansowe, które doprowadziły ludzkość do pożałowania godnej sytuacji. Skutecznie myli tropy, kieruje uwagę czytelnika na mało istotne w dalszej części wątki, skupia się na interesujących wprawdzie, ale niewiele zmieniających aspektach technicznych. Choć zakończenie mocno mnie rozczarowało to byłoby szkoda, gdyby okazało się, że cały ten świat powstał tylko dla tej jednej historii…

Świetna narracja, barwny język, wyczucie tematu, ciekawe obserwacje socjologiczne i przygnębiająca, ale spójna wizja przyszłości – to plusy tej pozycji. Fabularnie słabo wypada jednak zakończenie, zamknięcie historii. Wolałbym chyba, żeby jej ostatnim zdaniem było „Koniec tomu pierwszego”… Może udałoby się w ten sposób uratować ten niewątpliwie interesujący świat?