Co mnie podkusiło? Przecież ja nie tańczę! Trzeba mieć w życiu jakieś żelazne zasady… Może miałem wewnętrzną nadzieję, że jednak się przełamię? Okazja była wyjątkowo rzadka, bo „na dechach” pojawił się zawodnik, przy którym pewnie nawet ja miałbym kocie ruchy Patricka Swayze i szyk Freda Astaire’a, ale… spękałem.

Przygrywała Kapela Dorosza, ludzie świetnie się bawili przy nauce walczyka i nawet w przerwach coś się działo: jacyś młodzi ludzie postanowili sobie pośpiewać na głosy i wydawało im się nie przeszkadzać, że gospodarze obiektu uznali disco polo za współczesną i wartościową muzykę ludową i dość skutecznie zajęli się jej promowaniem.