Nie mam porównania z pierwszą częścią z 2012 roku, bo w nią nie grałem – może właśnie dlatego warstwa fabularna niespecjalnie mnie zainteresowała. Niby można tę grę przejść dwukrotnie, wcielając się w Corvo Attano lub Emily Kaldwin, ale w połowie drugiego podejścia odpuściłem – ukończyłem grę tylko w skórze Emily. Wcale nie z powodu płynności animacji i rozdzielczości, bo nia mają dla mnie większego znaczenia, ale chyba właśnie przez powtarzalnośc całej historii.

Kimiksowość i steampunkowość świata gry bardzo przypadła mi do gustu… Nie szukam w takich rozrywkach realizmu – w końcu mam go na co dzień, od momentu otworzenia oczu rano! Mieszanka skradanki i dynamicznej akcji (bo nie unikałem konfrontacji) również w słusznych i zrowych dla mnie proporcjach, a możliwość szperania w różnych zakamarkach i poszukiwania fantów w ciemnych zaułkach niewątpliwie wzbogaca rozgrywkę, ale najwyżej oceniam system rozwoju zdolności i dopieszczone, przestrzenne lokacje. Cymes – zwłaszcza mechaniczna rezydencja!