To jakieś gówno!

Tytuł tego wpisu to chyba ulubiona odzywka Steve’a Jobsa, niemal standardowa w kontakcie z nowym pomysłem, ideą, projektem. Cudzym, bo on oczywiście miał same wizjonerskie przemyślenia. Jeśli nawet przypadkiem ktoś z jego współpracowników miał dobry pomysł, to nie cieszył się nim zbyt długo – po kilku godzinach lub dniach od podzielenia się nim z szefem, na jakimś zebraniu czy naradzie w Apple okazywało się, że… to pomysł Jobsa. Pewnie długo bym nie popracował z takim szefem, ale przecież nie to było w nim najgorsze… Czytaj dalej „To jakieś gówno!”

Gniew

Trochę żałuję, że rzuciłem się na Gniew  z takim zaangażowaniem, że nie sączyłem go wolniej i nie wystarczył mi na dłużej. Stało się, skończyłem – ale to nie moja wina, teraz widzę to jasno i wyraźnie! Czytaj dalej „Gniew”

Uwikłanie

Wydawało mi się, że nie najlepiej zacząłem znajomość z Zygmuntem Miłoszewskim – Ziarno prawdy wpadło mi w ręce w formie audiobooka, w dodatku to przecież drugi tom cyklu z Szackim. Sięgnąłem po Uwikłanie i… cieszę się, że już się troszkę z panem prokuratorem wcześniej poznaliśmy. Przeczytałem – ale bez emocji. Czytaj dalej „Uwikłanie”

Królowie przeklęci

Muszę to sobie wykaligrafować na czerwono, ozdobnym gotykiem i zawiesić nad biurkiem: nie ufaj Martinowi! Tak – właśnie temu Martinowi, George’owi R.R., autorowi słabych Dzikich kart i ponoć genialnego cyklu Pieśń lodu i ognia, który w gruncie rzeczy sprowadza się do snucia wielowątkowej historii, w której akcja rozwija się w kierunku zależnym od wyniku rzutu kością. Przesadzam, nie ma w tym pewnie żadnego przypadku – Martin zapewne obserwuje komentarze na temat swoich dzieł w Sieci i buduje historię dokładnie odwrotnie, niż by sobie tego życzyli czytelnicy. Wiem to, a dałem się nabrać na jego rekomendację… Czytaj dalej „Królowie przeklęci”

Ziarno prawdy

Zawsze szybko odbieram paczki z paczkomatu – w końcu dlatego wybieram tę formę doręczenia, że zależy mi na czasie i wygodzie. Mało brakowało, a przeoczyłbym bonusik przy ostatniej dostawie – zazwyczaj nie wczytuję się w informacyjne maile i SMS-y, ale tym razem wpadło mi w oko znajome logo Audioteki, więc odebrałem paczkę, zarejestrowałem się na stronie promocji, odebrałem kod i… okazało się, że mam do wyboru Grand Wiśniewskiego, Ziarno Prawdy Miłoszewskiego i Steve Jobs Isaacsona. Muszę przyznać, że pobrałem Ziarno prawdy tylko dlatego, że toleruję jedynie biografie muzyków, zaś Wiśniewskiego nie toleruję wcale. Tak mam. Czytaj dalej „Ziarno prawdy”

Zmuś mnie

To nie tak, że się poddałem – po prostu Sześć światów Hain w jednym podejściu to trochę za dużo, jak na takiego prostego chłopa jak ja. Wciąż jestem pod wrażeniem pisarstwa LeGuin i wcale nie przerwałem po Świecie Rocannona – przebyłem jeszcze kolejne cztery i dotarłem do Wydziedziczonych, kiedy zupełnie nieoczekiwanie dopadł mnie Jack Reacher. Wyskoczył z maila o zapowiedziach wydawniczych i… no… zmusił mnie. Czytaj dalej „Zmuś mnie”

Świat Rocannona

Na Ursulę K. LeGuin natknąłem się na jakimś straganie z fantastyką z drugiej ręki jakieś ćwierć wieku temu. Były wakacje, jechaliśmy na Mazury, miałem czas i parę groszy… Kupiłem w hurcie kilka tytułów z cyklu Ziemiomorze nie zrażony beznadziejnymi okładkami i… męczyłem się tygodniami. Chyba byłem za młody na takie literackie wyzwania. Czytaj dalej „Świat Rocannona”

Lewa ręka ciemności

Czy nienawidzę Orgoreynu? Nie, dlaczego? Jak można nienawidzić albo kochać kraj? Tibe o niczym innym nie mówi, ale ja tego nie rozumiem. Znam ludzi, znam miasta, wioski, wzgórza, rzeki i skały, wiem, jak jesienią słońce zachodzi za pewnym polem w górach, ale jaki sens ma przecinanie tego wszystkiego granicą i nadawanie temu nazwy po to, żeby przestać to kochać od linii, gdzie nazwa przestaje obowiązywać? Co to jest miłość do swojego kraju? Czy to oznacza nienawiść do innych krajów? W takim razie to nic dobrego. Może to po prostu miłość własna? W takim razie to nic złego, ale nie należy z tego robić cnoty ani profesji… Kocham wzgórza domeny Estre, tak jak kocham życie, ale taka miłość nie zna granicy, za którą zaczyna się nienawiść.

Czytaj dalej „Lewa ręka ciemności”

Wilki

Ciężko nazwać to „literaturą”, ale z pewnością to wciągająca lektura. Nie z powodu jakiegoś wyjątkowego warsztatu – nie uważam autora za wybitnego dziennikarza czy pisarza. Nie przez egzotykę tematu czy miejsc, w których dzieje się akcja, bo dotyczy głównie Puszczy Białowieskiej i zwierząt obecnych zarówno w niej, jak i w kulturze od wieków. Nie przez jakąś odkrywczą wiedzę, bo naukowcy wszelkich dziedzin zapewne dysponują obszerniejszą. Największą wartością wszystkiego, co dotąd Wajrak wydał i nagrał, jest jego pasja i miłość do przyrody. Czytaj dalej „Wilki”

Inaczej

Imponują mi bohaterowie codzienności, którzy od rana do wieczora starają się ogarniać swój mały świat i stają na głowie, żeby wychodziło to jak najlepiej. Nie odpuszczają sobie. Zawsze, gdy spotykam takich ludzi, robią na mnie wielkie wrażenie. Uporem, konsekwencją, determinacją.

Czytaj dalej „Inaczej”

Nocne życie

Chciałem trochę odpocząć jako czytelnik i przeczytać coś przyzwoitego. Szukałem jakiejś spójnej historii opowiedzianej stylowo, ale czytelnie. Nie potrzebowałem wielkiej literatury… Trafiłem na Nocne życie Denisa Lehane’a. Szukam dalej… Czytaj dalej „Nocne życie”

Okularnik

Dałem Bondzie drugą szansę. Długo wydawało się, że słusznie – Okularnik to obszerny kryminał, znów wielowątkowy, znów sięgający daleko w przeszłość. Tym razem historia sięga czasów drugiej wojny światowej, pomimo obszerności jest mocno esencjonalna, nie dłuży się i odważnie porusza trudne tematy w polsko-białoruskiej historii, ale… trzeciej szansy nie będzie. No dobra – nieprędko. Czytaj dalej „Okularnik”

Stwórz witrynę internetową lub bloga na WordPress.com Autor motywu: Anders Noren.

Do góry ↑