Zawsze miałem słabość do produktów Gigamica… Bardzo odpowiada mi klarowność i prostota zasad oraz estetyka i solidność wykonania produktów. Po drodze mi z Pylos, Quarto, Quixo – grami abstrakcyjnymi i szybkimi. Sputnik od jakiegoś czasu pojawiał się na orbicie moich zainteresowań – perspektywa maksymalnie sześcioosobowej rozgrywki nieodparcie przyciągała, ale nigdy nie był pierwszy na liście… Moje wątpliwości budził design – wprawdzie na pudełku pojawił się obiecujący napis 100% wood, ale zdjęcia ukazywały zestaw srebrnych akcesoriów i granatową planszę. Ani śladu drewna…Bliższy kontakt ze Sputnikiem ujawnia smutną prawdę – piony rzeczywiście wykonane są z drewna, ale pomalowanego na srebrny kolor. Od początku pojawia się niepokój o trwałość takiego rozwiązania i chyba dlatego producent zdecydował się na owinięcie każdego piona w papier… Przy pierwszym otwarciu gra nieodparcie kojarzy się więc z bombonierką – nieco przeterminowaną na pierwszy rzut oka, bo Jetsonowie to dość wiekowa kreskówka Warner Bros.

Idea jest prosta – na niewielkiej, dzięwiętnastopolowej, sześciokątnej planszy ustawiamy w stosach według wskazań instrukcji pionki „galaktyk” oraz kilka „wyrzutni” w różnych kolorach, po jednej dla każdego gracza, wraz z rakietami odpowiedniego koloru. Możliwa jest też gra dwu- lub trzyosobowa, w której każdy gracz dysponuje dwoma rakietami i wyrzutniami.

W swojej kolejce ruchu każdy z graczy przemieszcza swoją rakietę do sąsiedniej, wolnej galaktyki po czym usuwa z gry inną, niezamieszkałą galaktykę, ograniczając w ten sposób zakres ruchów rakiet przeciwników, ale też swój własny. W ostateczności, gdy wokół naszej rakiety już tylko międzygwiezdna próżnia, można wykorzystać własną wyrzutnię, odwracając ją na stronę przedstawiająca galaktykę i umieszczając obok swojej rakiety na planszy – ruch rozpaczliwy, możliwy do wykonania tylko raz w czasie rozgrywki… Zablokowany gracz odpada z gry – jego rakieta jest zdejmowana z planszy. Zwycięża ten, kto pozostanie w grze jako ostatni…

Przy grze sześcioosobowej szybko na planszy robi się naprawdę ciasno, pojawiają się puste, wyłączone z rozgrywki pola i trzeba się ratować użyciem swojej wyrzutni. Są emocje! Przy czterech osobach jest równie ciekawie – zwłaszcza gdy gra się w parach, a komunikacja pomiędzy partnerami jest zabroniona :) Trzy osoby przy planszy to rzadki przypadek w krainie abstrakcyjnych gier logicznych. Na sojusze nie ma czasu – trzeba myśleć o sobie! Wersja trzyosobowa broni się nieźle. Dwójka graczy to zupełnie inna strategia – gdy każdy z graczy dysponuje trzema pionami rozgrywka jest dłuższa, niż w wariancie sześcioosobowym.

Sputnik to gra czysto abstrakcyjna, podobnie jak większość produktów Gigamica. Kosmiczna oprawa miała prawdopodobnie skłonić do zakupów z myślą o dzieciach, ale czy się udało? Śmiem wątpić, aby zabawne rakiety wygrały w oczach naszej pociechy ze współczesnymi walecznymi wojownikami i potworami z kosmosu rodem.

Czy więc warto?

Minusy:

  • design – nie wszystkim pasuje SF z lat 60.
  • czarno-biała polska instrukcja wprowadza sporo zamieszania
  • konstrukcja galaktyk – trzeba zachować ostrożność podczas zdejmowania pionów z planszy, można wywołać „gwiezdne wojny”… Najmłodsi mogą sobie nie poradzić, wieże pionów łatwo się rozsypują.
  • malowane drewno nie wydaje się być trwałym rozwiązaniem…
  • oznaczenie kolorystyczne pionów nie jest najszczęśliwsze – o ile większość mężczyzn odróżni różowy od fioletowego, to te dwa odcienie zieleni… A może w moim egzemplarzu są dwie jednakowe rakiety?
  • tylko kilka minut zabawy?

Plusy:

  • design – ach, te lata 60. :)
  • instrukcję czyta się raz – potem można ją śmiało zgubić :)
  • rozgrywka w większy gronie trwa kilka minut. Ciężko jest nie zagrać jeszcze raz… I jeszcze… Osadnicy czy Carcassonne mogą poczekać!
  • od dwóch do sześciu osób, warianty zespołowe i wielopionowe – to kilka gier w jednej, każda z nich zmusza do obmyślenia strategii od nowa.

Cieszę się, że Sputnik mruga do mnie z półki z grami…

Dystrybutorem gry w Polsce jest firma G3