Czytałem coś tam o Czechach, ale raczej niewiele rzeczy czeskich… Sięgnąłem po Aleję Narodową, bo Bookrage skusiło mnie ceną czeskiego pakietu i nie żałuję tego zakupu – póki co. Może dlatego, że krótka powieść Jaroslava Rudiša ustawiła mi się jako pierwsza na liście w kindlu i miała szansę zrobić dobre pierwsze wrażenie?Mimo prostego języka i „osiedlowej” tematyki ta historyjka wciąga dzięki świetnemu wyczuciu dramaturgii autora. Pozornie niezwiązane ze sobą wątki i elementy życiorysu Vanadama, osiłka zaczytującego się w historiach europejskich wojen i bitew, układają się w smutny życiorys niejednego prowincjonalnego „narodowca”. Niepokojąco znajomo brzmią jego wynurzenia: Jestem tolerancyjny, ale… Przeraża tłumaczenie, że pokój to tylko przerwa między wojnami. I że on jest gotowy. W końcu trzaska dwieście pompek dziennie…

Jestem Rzymianinem. Europejczykiem. W to wierzę. W ideały. W kulturę. Marsz na Rzym! Przecież wszyscy jesteśmy Rzymianami.

Kolejne, przemycane gdzieś między wersami elementy układanki odsłaniają wizerunek przegranego faceta, byłego ćpuna i knajpianego awanturnika, żałosnego ojca, karykaturę postaci z pierwszych stron powieści. Gościa, który to wszystko zaczął… Szkoda, że był wtedy po niewłaściwej stronie.

Czeski humor…

Zdjęcie: Rafał Komorowski