Dziwne… Z zupełnie nieznanych mi powodów zacząłem odczuwać palącą potrzebę zaznajomienia się z różnymi aspektami działalności w miejskiej partyzantce! Za zimno jest na czajenie się za osiedlowymi śmietnikami w oczekiwaniu na odpowiedni moment, żeby wyspreyować jakieś rewolucyjne hasło na murze, ale od czego jest Playstation? Przeszedłem intensywny kurs interaktywny zakończony sukcesem!

Tak, wiem – brakuje tu screenów z walki, wybuchów i ognistych podmuchów. W takich sytuacjach po prostu nie mam głowy do robienia pamiątkowych fotek… Brakuje mi photo mode Last of Us – tam przejście do trybu fotografowania zatrzymywało na chwilę akcję i pozwalało obracać kamerę, ustawiać ogniskową, głębię ostrości, kąty patrzenia. Cudo! Tutaj można tylko dziabnąć zwykłego screena, którego połowę zajmą interface, napisy, punkty nawigacyjne oraz broń, której się aktualnie używa. Lipa.

Gra sama w sobie ciekawa, spore i zróżnicowane lokacje od wyludnionych i zrujnowanych dzielnic, gdzie świetnie sprawdza się snajperka i pistolet z tłumikiem po gęsto zaludnione i czujnie patrolowane obszary, w których trzeba działać albo bardzo dyskretnie przy użyciu noża, albo z wielkim przytupem i z większego kalibru. Modyfikacje broni rzeczywiście zasadniczo zmieniają jej działanie, hackowanie koreańskiego sprzętu wojskowego daje spektakularne efekty, gadżety wytwarzane z przeróżnych „znajdziek” też potrafią zmienić obraz rozgrywki. Wiem na pewno, że wrócę do tego tytułu – mam ochotę stać się bardziej miejskim ninja niż Rambo.

Choć czuję się nieźle przeszkolony, ale… na wypadek niepowodzenia skorzystałem z promocji na Fallout 4.